Archiwum: rok 2016

 2017  2016  2015  2014  2013  2012  2011  2010  2009  2008  2007  2006  2005  2004  2003  2002  2001  2000  1999  1998  1997  1996  1995  1994  1993  1992  1991  1990  1989  1988  1987  1986

Rok 2016 - XXX sezon artystyczny

Magda Umer


„Tak młodo jak teraz”

recital
Magdy Umer

Przy fortepianie: Wojciech Borkowski

3 grudnia 2016

magda_umer-fot.-Woody-Ochnio

Fot. Woody Ochnio

„Od kiedy dowiedziałam się, że moich płyt słucha, nie rozumiejący słowa po polsku, profesor Peter Russell z Nowej Zelandii, poważniej traktuję moje
nucenie. Pan profesor słyszy tam także uśmiech, a to przecież międzynarodowy środek wyrazu.
Uśmiecham się do państwa po polsku i we wszystkich językach świata!”
/Magda Umer/

Strona internetowa Magdy Umer

Izabela Burger:
A to wszystko miało trwać najwyżej pięć lat! – gala jubileuszowa Klubu Miłośników Żywego Słowa

...Pięć lat albo i mniej. A dziś, 3 grudnia 2016 roku, Klub Miłośników Żywego Słowa obchodził 30. urodziny! Sala Odeonu wypełniona do ostatniego miejsca. Sprawczyni całego zamieszania, założycielka i spiritus movens Klubu, Barbara Ahrens-Młynarska, uroczyście powitała swoją rodzinę klubową i zaproszonych na galę gości. Laudację jubileuszową wygłosił prezes firmy Amcor, przyjaciel Basi i dobry duch Klubu, Jerzy Czubak. - Przystojny jak Frank Sinatra – powiedziała potem o nim Magda Umer, szczerze wzruszona fruwającymi po scenie nitkami serdeczności. Mówił ciepło i osobiście, tak, jak można mówić tylko o przyjaciółce od serca. O domu rodzinnym w dzikim winie, o mistrzach i ideałach, o magii słowa polskiego na obczyźnie. Bo nie da się opowiedzieć o Basi, nie wspominając o Klubie i nie da się mówić o Klubie, nie wspominając o Basi. Był piękny wiersz Wojciecha Młynarskiego napisany dla Siostry - i albo swiatło tak się w Basi okularach odbijało, albo kilka łez popłynęło… Zresztą tego wieczoru Jerzy Czubak nie tylko przemawiał – ale pssst, o tym później!

Magdzie Umer towarzyszył na scenie Wojciech Borkowski – “to ten pan po mojej prawej stronie, który ma tam białe i czarne klawisze” – przedstawiła pianistę pani Magda. Dla mnie – osoba z kategorii od zawsze. Są artyści, od których nie oczekujemy żadnych rewolucji ani ewolucji, którzy mają być tacy, jak zawsze, których piosenki za każdym razem słyszy się jak gdyby po raz pierwszy. "Oczy ma pani przezroczyste, krople dwie, które blask mają wewnątrz" – pisał o niej Jeremi Przybora. Lata mijają, a ona wciąż ta sama – życzliwie uśmiechnięta, z włosami w kolorze świeżo wypolerowanego srebra, w czarnej, prostej tunice i okularach, niezmiennie pełna blasku. Prawdziwa charyzma nie potrzebuje wielkich stylizacji. Magda Umer przyznała, że choć od 47 lat na scenie, to wciąż boi się występować, wciąż ma tremę i boi się, że zapomni tekstu. I że tak naprawdę to wcale nie jest pracowita, a najbardziej lubi czytać książki i pić herbatę. Astrologiczna bliźniaczka Agnieszki Osieckiej, jej przyjaciółka, powiernica i ukochana wykonawczyni jej piosenek-wizytówek. A czym są piosenki? - Piosenki to takie małe cuda, w których przez kilka minut spotykają się epika, liryka i dramat – powiedziała pani Magda. O tym, jak prawdziwe są to słowa, przekonaliśmy się podczas koncertu. Czas jakby zwolnił, zgęstniał, liryka splotła się z epiką i dramatem, popłynęły piosenki prosto z krainy łagodności, z którymi wciąż jest nam Tak młodo jak teraz… Piosenki o miłości – bo o czymże innym warto w życiu śpiewać? - Ja bardzo wierzę, że miłość jest i ta wiara mnie trzyma przy życiu – wyznała pani Magda. Śpiewała więc o miłości wielkiej i tej zupełnie malutkiej. O tej z miasteczka na prowincji i ze studenckiej stołówki. O smutku oswojonym i zupełnie niesmutnym. O groszku pachnącym i łzach jak polny groch:

Niebieskie płomienie o zimnym kolorze
spalają najprędzej, niech spalą na proch.
A ze mną myśl gorzka, żem dłużna ci może
Choć dałeś kwiat groszku, a ja ci łez groch.
Takam mała, a łzy takie ogromne…

(O niebieskim pachnącym groszku, sł. A. Trzebiński, muz. W. Trzciński)

Recital Magdy Umer był podróżą sentymentalną z walizką pełną balsamów i magicznych plasterków na duszę. Piękne teksty we wspaniałej oprawie muzycznej, jeszcze raz wyśpiewane, wynucone, wymruczane, wykołysane i wykochane. Magda Umer nie tylko śpiewa, ale i opowiada piosenki, łączy w całość poezję, muzykę i miniaturę dramatyczną. „Ona właściwie nie śpiewa gardłem. Ona śpiewa duszą.” – powiedziała o niej Agnieszka Osiecka. Dzięki temu jej repertuar w ogóle się nie starzeje, perełki błyszczą tak, jak błyszczały na festiwalach studenckich 40 lat temu. Swoje piosenki traktuje pani Magda z czułością, głaszcze je, pieści, pochyla się nad nimi i opowiada o każdej z nich jak o starym, dobrym znajomym: Koncert jesienny na dwa świerszcze, Noce i dnie, Okularnicy, Portofino, Miasteczko Bełz, Oczy tej małej, Ach, panie, panowie… Piosenki wyśpiewują sie jak gdyby same, płyną, snują się hipnotycznie, czarują… Magda Umer zaprasza publiczność w nierzeczywistą zupełnie rzeczywistość, w której żyją jeszcze Jeremi Przybora i Agnieszka Osiecka, i gdzie co krok napotykamy znane, kojące piosenki.

Ja minę, ty miniesz, on minie, mijamy, mijamy
Woda liście umyła olszynie
Olszyna czerwona nad wodą
zmarzła moknie
Mijam, mijasz, mija
A każdy tak samotnie

(Koniugacja, sł. H. Poświatowska, muz. A. Kurylewicz)

Piosenki Magdy Umer mają czas. Miło przy nich choćby przez chwilę posiedzieć, ogrzać się, ponucić, nie spieszyć się. Dobrze, że są, że się nie zmieniają, takie zwyczajne-nadzwyczajne. Jeszcze tylko kocem się przykryć i mieć pod ręką dobrą herbatę z imbirem… Nie minę, nie miniesz, nie miniemy - myślę sobie na przekór wszystkiemu.

Jeszcze poczekajmy,
Jeszcze się nie spieszmy.
Smutkom się nie dajmy zwieść,
Rozżalonym naszym sercom nie wierzmy.

(Jeszcze poczekajmy, sł. B. Brok, muz. J. Wasowski)

Na zakończenie Magda Umer zaśpiewała jeszcze jedną piosenkę. W duecie. Ach, cóż to był za duet! Nie będzie w tym żadnej przesady, jeśli powiem, że takiego duetu świat jeszcze nie widział i pewnie nieprędko znowu zobaczy. Jubileuszowy duet Umer-Młynarska odśpiewał Rodzina, klubowa, ach, rodzina – parafrazę piosenki J.Przybory i J. Wasowskiego. Do bisowania nie trzeba było obu Pań długo zachęcać...

A gdy brawa klubowej rodziny już umilkły, okazało się, że to nie koniec niespodzianek. Tym razem Barbara Młynarska wystąpiła solo i zapowiedziała Wyznania Kierowniczki Klubu. Akompaniowała jej Agnieszka Bryndal, nasza własna, klubowa pianistka. - To prawda, co mówią ludzie o mojej biednej obłudzie. Niestety, zaprzeczyć trudno, muszę być, jestem obłudną – zaśpiewała Basia w rytmie walca jak rasowa femme fatale. - Lecz to, że skrycie ja kocham cię nad życie, och, błagam, wierzyć chciej – wyznała swojej wiernej klubowej publiczności. Piosenka ta, walc-boston, pochodzi z filmu Serce na ulicy (1931 r.), w którym śpiewała ją gwiazda przedwojennego kina, Nora Ney (sł. Konrad Tom, muz. Szymon Kataszek). Dziś była prezentem Basi dla klubowiczów. Było także naręcze czerwonych róż od Pani Kierowniczki i gorące podziękowania. A potem niespodzianka dla Basi i klubowa premiera, do ostatniej chwili trzymana w tajemnicy: Agnieszka Bryndal pozostała przy fortepianie, przy mikrofonie stanął Jerzy Czubak - i udowodnił, że nie tylko mówca z niego przedni, ale i wokalista niezgorszy! Zaśpiewał Róbmy swoje 2016 (cały tekst tutaj) w klubowej, jubileuszowej wersji, goście zaproszeni na scenę i publiczność na widowni wtórowali co sił w płucach, a Basia... – ech, Basi pewnie znowu się swiatło w okularach odbiło...

Basiu droga, Kierowniczko szanowna! W imieniu Twojego Klubu gratuluję Ci jeszcze raz tych trzydziestu lat pięknej pasji, dziękuję za wszystkie słowa, nuty, obrazy i wzruszenia - i z całej siły wierzę, że spotkamy się na kolejnym wspaniałym jubileuszu. Bo w tym tkwi moc żywego słowa, by robić swoje wciąż od nowa – BARBARO! Róbmy swoje i – jak mawiał Jeremi Przybora - trzymajmy się, na litość boską!

Izabela Burger

Stanisław Tym

 
„Mieszanka firmowa” - wieczór kabaretowy legendarnego satyryka Stanisława Tyma..

Oprawa muzyczna: Jerzy Husar.

10 września 2016

S_Tym

Izabela Burger:
Kawałek szczęścia, czyli Mieszanka firmowa Stanisława Tyma

Należę do pokolenia, dla którego Stanisław Tym był od zawsze – czy to jako kaowiec z Rejsu, prezes klubu Tęcza z Misia i Rozmów kontrolowanych, aktor estradowy, twórca kultowych już skeczów czy felietonista. Chciał zostać chemikiem, rolnikiem, nauczycielem, inżynierem, pięć razy podejmował studia, aż w końcu uznał, że wystarczy. – Pan skończy na estradzie – powiedział mu Kazimierz Lopek Krukowski, legenda polskiej sceny kabaretowej. W dobrą godzinę powiedział...

Kiedy po raz ostatni widzieliście Państwo salę pełną ludzi, którzy wstają z krzeseł, by odśpiewać Międzynarodówkę? Trzydzieści lat temu? Czterdzieści? Takie rzeczy dzieją sie jeszcze dziś, w Brugg, w sercu kapitalistycznej Europy, ponad ćwierć wieku po upadku socjalizmu, w roku 2016, we wrześniu. Znaczy, w połowie września. Właściwie w pierwszej połowie września. Dokładnie 10 września! Z niedowierzaniem patrzyliśmy na siebie, ale Międzynarodówkę odśpiewaliśmy, wprawdzie nieco kulawo, bo kto jeszcze dzisiaj pamięta więcej niż pierwsze wersy? Można jednak zmienić konwencję na nieco lżejszą, bigbitową, i zaśpiewać Wyklęty powstań ludu ziemi do melodii wielkiego przeboju Karin Stanek Jimmy Joe. Da się? – da się! Kino w Brugg tego jeszcze nie widziało. Były także inne uswięcone tradycją pieśni – Warszawianka, Rota, Serce w plecaku – tyle że w szalonym, jazzująco-swingującym rytmie Jazz Ba-Be-Ri-Ba czy Swing Georgia Brown. Przy fortepianie Jerzy Husar, światowej klasy pianista i kompozytor, który od lat mieszka i tworzy w Szwajcarii. Był to jego pierwszy występ przed publicznością Klubu Miłośników Żywego Słowa, liczę po cichutku na to, że nie ostatni. Panowie spotkali się po raz pierwszy krótko przed koncertem, na scenie natomiast tak doskonale się uzupełniali, jakby występowali razem od ćwierćwiecza. – Nadchodzi jesień, a po niej zima. A u nas wiosna – na widok Tyma! – powiedziała na powitanie Basia Młynarska. Wiosna! – i to jaka!

Mieszanka firmowa Stanisława Tyma to gawęda na tematy różne. Dwie godziny przedniego, ciętego humoru. Satyryczny misz-masz. Tym zręcznie skacze z tematu na temat – zaczyna od dowcipów żydowskich (które wg niego są uniwersalne i zawsze mają podtekst polityczny), opowiada o swojej Suwalszczyźnie, przeplata to wszystko anegdotami z czasów Stodoły, STS-u i wspomnieniami o mistrzach polskiej sceny - Kazimierzu Rudzkim, Aleksandrze Bardinim, Edwardzie Dziewońskim czy Jerzym Dobrowolskim. Z każdego dowcipu robi miniaturę dramatyczną, wkłada w to całego siebie, śpiewa, tańczy, gra na harmonijce. Daje z siebie wszystko – obojętnie, czy opowiada dowcip, przedstawia zasadę działania słuchawek sprawozdawcy sportowego czy snuje rozważania o poprawności językowej. Mówi, mówi, mówi – nie śpieszy się, nie pogania, otwarcie przyznaje, że bisy ma przygotowane i szkoda, żeby się zmarnowały. Celnie wytyka absurdy dnia naszego powszedniego, śmieszniejsze niż wydumane gagi komediowe. Jest rewelacyjnym obserwatorem rzeczywistości i jej wnikliwym krytykiem. Ma w sobie jednak przeogromną kulturę – nie szarga świętości, nie wyśmiewa, nie obraża, nie pokazuje palcem. - Im dłużej żyję na swiecie, tym bardziej inteligencja i dowcip bez dobroci wydają mi się niesympatyczne i niezajmujące – mówi o sobie słowami T. Boya-Żeleńskiego. I rzeczywiście - Stanisław Tym jest satyrykiem, który się z przywar, nie z ludzi natrząsa. Nitki aluzji snuje cienkie, cieniusieńkie. Jest w nim gorzka często ironia, ale przede wszystkim wielka życzliwość, która tę gorycz nieco osładza. Uwodzi publiczność całą swoją osobowością, inteligentnie, jak gdyby mimochodem: - Przepraszam państwa, ja się wzruszyłem, bo to jest niesamowite wrażenie, stary chłop, a po raz pierwszy w życiu dostałem brawa za wygląd. Ale proszę śmiać się bez żadnego skrępowania, ja państwa rozumiem, bo ja się w lustrze widziałem – mówi, mając na głowie własnoręcznie skonstrowane z butelek PET urządzenie nadawczo-odbiorcze.

Stanisław Tym to najlepsze tradycje polskiego kabaretu literackiego, połączone z jego własnymi pomysłami na satyrę. Są na scenie duchy dawnych mistrzów, których chętnie wspomina, są absurdy realnego socjalizmu, są niedorzeczności współczesnego świata. Taka Mieszanka firmowa.

Pod powiekami i w uszach zostanie mi Mędrzec grajacy na harmonijce – i życzliwe, Stańczykowskie spojrzenie spod krzaczastych brwi.

Bo im Tym starszy

tym lepszy Tym

ja w dym za Tymem

szła-bym!

Izabela Burger

Małgorzata Bogdańska i Edyta Herbuś

 
„Diwa” – premiera dramatu Marijany Nola, w reżyserii trzykrotnie nagrodzonego Złotą Maską Grzegorza Kempinskyego.

W rolach głównych:

Małgorzata Bogdańska – aktorka teatralna i filmowa.
Edyta Herbuś – jedna z najciekawszych aktorek filmowych młodego pokolenia.

Spektakl „Diwa” to podszyty gorzkim humorem dramat dwóch aktorek – matki i córki, które spotykają się w dniu rozdania najważniejszej aktorskiej nagrody teatralnej, do której obydwie są nominowane.

25 czerwca 2016

Diva

Fot. Mirosława Łukaszek

Małgorzata Bogdańska w archiwum Klubu

Strona internetowa Małgorzaty Bogdańskiej

Strona internetowa Edyty Herbuś

Izabela Burger 
Diva znaczy boska

Drugie spotkanie w jubileuszowym, trzydziestym roku działalności Klubu Miłośnikow Żywego Słowa, zaczęliśmy ponownie od wypisów z pamiątkowych sztambuchów Basi Młynarskiej z lat 1996-2016. Spędziłyśmy obie dużo czasu przedzierając się przez to wielotomowe archiwum pamięci, niektóre wpisy odczytywałyśmy wspólnie z pomocą lupy – po to, aby spośród tych wszystkich słow serdecznych wybrać te najpiękniejsze, najcieplejsze, najciekawsze: I. Kwiatkowskiej, E. Wiśniewskiej, E. Dałkowskiej, A. Szczepkowskiego, J. Englerta i B. Ścibakówny, L. Kydryńskiego i H. Kunickiej, S. Tyma, A. Majewskiej... Jako że był to wtedy Klub Literacki Five o’clock, odwiedzali go nie tylko ludzie sceny, ale także najwięksi nasi pisarze, publicyści i dziennikarze – m.in. J. Nowak-Jeziorański, R. Kapuściński, W. Bartoszewski, O. Tokarczuk, H. Kral, T. Torańska... Na kolejnych stronach sztambucha błyszczą perełki. Basia opowiada o wszystkich, jak gdyby to było wczoraj...
A w Klubie – jak to w Klubie: “coś z dramatu i coś z kabaretu”, jak pisał Wojciech Młynarski. Ostatnio oklaskiwaliśmy Hannę Śleszyńską, dziś dla odmiany dramat – Diwa, sztuka Chorwatki Marijany Noli, wyreżyserowana przez Grzegorza Kempinsky‘ego, wystawiona przez Teatr Żelazny z Katowic. Na scenie dwa krzesła i dwie aktorki - Małgorzata Bogdańska i Edyta Herbuś. Helena i Lana - obie piękne, obie odnoszące sukcesy na deskach teatru i na szklanym ekranie. Lana – młodziutka, piękna, świeża, próbująca dopiero swych sił przed kamerą. Helena – znakomita aktorka, gwiazda, charyzmatyczna diwa. Jedna w poszarpanych dżinsach, druga w czarnej koronkowej sukni. Matka i córka naprzeciw siebie – i przeciwko sobie. Każda z nich przed swoim wyimaginowanym lustrem. Ostatnie poprawki makijażu, zsynchronizowane ruchy – policzki, nos, rzęsy. Przywdziewanie kolejnych masek. W garderobie, za kulisami, krótko przed galą wręczenia nagrody dla najlepszej aktorki, rozgrywa się dramat, okrutna wiwisekcja toksycznego związku matki i córki. Jedna u progu, druga u szczytu kariery, absolutnie nieprzygotowana na jej schyłek. Tak różne, a tak podobne. Policzki, nos, rzęsy. – Jestem niezmiernie szczęśliwa i dumna – ćwiczy Helena przed lustrem swoją kwestię. Lana jest tylko aktoreczką z telenoweli, nie może wygrać z matką. Wyłaniają się kolejne tajemnice spychane dotąd w milczenie, wypadają trupy z szafy. Upada stereotyp bezwarunkowej miłości matczynej. Kocha – nie kocha – kocha – nie kocha...? Nie kocha. Związek między matką i córką staje się areną atawistycznej walki dwóch samic alfa. Która z nich jest katem, która ofiarą? Policzki, nos, rzęsy. Każda w swoim lustrze, zapieklona w swoim własnym żalu. Na gali dla najlepszej aktorki nie ma miejsca dla nich obu, w garderobie rozpędza się okrutny walec emocjonalny. Mała dziewczynka, która uwielbia matkę i za wszelką cenę stara się zdobyć jej miłość i akceptację. Jako dorosła kobieta drży ze strachu, że matka odkryje w niej kolejną wadę, wykpi, zrani, odepchnie. W lustrze Heleny widać coraz wyraźniej samotną, starzejącą się kobiete, która rozpaczliwie próbuje zdrapać z twarzy zmarszczki. Córka stanowi zagrożenie i bezlitośnie uświadamia, że czas nie stoi w miejscu. Lana podnosi głowę coraz wyżej, obnaża coraz śmielej, oskarża coraz boleśniej. – Nienawidzisz mnie, bo przy mnie masz 45 lat – zagląda Lana w lustro Heleny. Zazdrość, żal, gorycz w każdym słowie i geście. Maski, które boleśnie wrzynają się w skórę. Policzki, rzęsy, nos. W końcu przytulenie, które jednak nie jest pojednaniem, a jedynie wbiciem kolejnego noża w plecy. I taniec – rozpaczliwy, chocholi, nabrzmiały od emocji. Pozornie ciepłe gesty, które podkreślają pustkę i chłód. Dwie kobiety, które dzieli więcej niz łączy. Im bliżej, tym dalej. Kolejna warstwa pudru, kolejne maski. Zimno jak w piwnicy.
-Jestem niezmiernie szczęśliwa i dumna – mówi Lana odbierając nagrodę. Teraz dostanie pewnie wymarzoną rolę Niny w sztuce Czechowa, zrobi karierę. Będzie miała świat u stóp. Bedzie gwiazdą, diwą, blaskiem dorówna matce. Mogłabym przysiąc, że przy schodzeniu ze sceny Małgorzata Bogdańska ma 20 lat więcej niż godzinę wcześniej. Na scenę wkroczyła dumna diwa w koronkowej, galowej sukni, piękna, dojrzała, wysmakowana. Schodzi z niej sterana życiem, zmęczona, samotna kobieta, pokonana przez młodszą rywalkę, krew z krwi. Zostały tylko strzępy tej, która kiedyś była diwą...
Wyszłam z Odeonu pokopana, podrapana, pokiereszowana do żywego, z drzazgami pod skórą. Lana pewnie urodzi wkrótce córkę… Koło złośliwej Fortuny wykonało pełen obrót. Gdzieś w tle niesłyszalny, rozpaczliwy chichot przeznaczenia.

Izabela Burger

Hanna Śleszyńska

Wieczór Kabaretowy pt. „ Grande Valse Frottée...”,
Estradowa prezentacja wizerunku aktorskiego i muzycznego Hanny Śleszyńskiej, która jest nie tylko wszechstronnie utalentowaną aktorką teatralną i kabaretową, ale równie znakomitą wokalistką.

Przy fortepianie:  Wojciech Kaleta.

9 kwiecień 2016

Hanna_Sleszynska_i

Strona internetowa Hanny Śleszyńskiej

 

Izabela Burger :
HANNA ŚLESZYŃSKA - W RADOŚCI CAŁA RZECZ

-Ludzi przy Tobie garstka – pisał Wojciech Młynarski do swojej siostry 30 lat temu. Bo rzeczywiście, w Klubie była garstka. Miało się nie sprzedać, miało trwać najwyżej pięć lat. A właśnie dziś, 9 kwietnia 2016 r. na scenie Odeonu zainaugurowany został 30. sezon artystyczny Klubu Miłośników Żywego Słowa. W ciągu tych 30 lat z garstki zrobiła się potężna garść, a z niewielkiej rodziny klubowej Barbary Młynarskiej – duża, wielodzietna i wielopokoleniowa społeczność. Rodzina, ach rodzina – śpiewalismy sobie przy kolacji po koncercie w wybornym towarzystwie. Ale o tym później….

Na początku były wypisy z Basinego sztambucha. Bo Basia posiada sztambuchy. Nie albumy, nie pamiętnikiz datami i autografami, ale właśnie takie staromodne sztambuchy, w których od 30 lat dokumentuje spotkania klubowe. Gdzieniegdzie papier już pożółkły, atrament przyblakły, ale na kartach sztambucha cudowne wpisy wszystkich Wielkich, Wiekszych i Największych goszczących w klubie. Wpisy niezwykłe, osobiste, literacka twórczość ulotna, taka z kawiarnianych serwetek, z serca i na potrzeby chwili tworzona. Wierszyki dedykowane Barbarze i jej publiczności, listy, zdjęcia, rysunki… Przez Klub przewinęła się cała elita artystyczna Polski. Były wspomnienia o tych, którzy odeszli, były słowa serdeczne pisane przez Gustawa Holoubka, Ryszardę Hanin, Tadeusza Łomnickiego, Jeremiego Przyborę, Andrzeja Łapickiego… Pierwszym gościem Klubu był Gustaw Holoubek. W 1986 r. zainaugurował działalność, zawiesił poprzeczkę, wyznaczył poziom – minęło 30 lat, Basia zaczyna kolejną wiosnę, a poprzeczka ani drgnie…

Koncert Hanny Śleszyńskiej to koncert z gatunku tych, z których człowiek wychodzi i ma ochotę pogłaskać się po brzuchu. Uczta dla uszu i oczu, uciecha wysmakowana, finezyjna, różnorodna, wystawna, bogata. Było pysznie, przepysznie. Poprzeczka na właściwym miejscu.

Hanna Śleszyńska, znakomita aktorka dramatyczna, telewizyjna i filmowa, wokalistka, mistrzyni piosenki aktorskiej, musicalu, kabaretu, wyrazista, silna. Raz uwodzicielska i zmysłowa jak Liza Minelli, raz niewinna jak Judy Garland, a zaraz potem niepokojąca i magnetyczna jak Edith Piaf – na scenie w Brugg zaprezentowała polskie wersje wielkich przebojów musicalowych i filmowych, bawiąc się przy tym równie dobrze jak publiczność. Na scenie towarzyszy jej Wojciech Kaleta, pianista niezwykły. Powiało Ameryką z czasów prohibicji i wodewilem prosto z Broadwayu, na scenie królowała złowroga i przekupna Superklawiszyca, Mama Morton z musicalu Chicago, zaraz potem zabrzmiała piosenka New York, New York – czas zawirował, zaczarował, zaszeleściły barwne boa... Swoją energią sceniczną obdarowałaby Hanna Śleszyńska jeszcze kilka takich Hanek! Piosenki musicalowe przeplatały się z piosenkami ze spektaklu Criminale Tango i Porucznik Ola. Była również nastrojowa, refleksyjna pieśń z tekstem K. I. Gałczyńskiego - Wszystko się chwieje:

Wszystko się chwieje, proszę pań,
I myśl to niebezbożna,
że świat ten to jest stary drań,
Któremu ufać nie można.

Była mistrzowsko wykonana liryczna Piosenka o miłości do mężczyzny na lotni (sł. A. Nowak), była również moja ukochana, słodko-gorzka ballada O tych, co się za pewnie poczuli (sł. W. Młynarski), dedykowana tym, którzy kierują w niełatwy czas na przykład autem czy krajem…

Najbardziej podobały mi się te piosenki Hanny Śleszyńskiej, które były spektaklem same w sobie. Takie aktorskie mikrokosmosy, odrębne światy, odrębne historie i całe bogactwo aktorskiego kunsztu. Ubawiła mnie do łez piosenka Grande Valse Frottée ze słowami Jonasza Kofty – pastisz wielkiego hitu Ewy Demarczyk Grande Valse Brillante (sł. J. Tuwim). Hanna Śleszyńska wykonała ją po mistrzowsku, z wielką dbałością o należny pieśni patos, dramatyczne gesty, salonową wymowę i maniery godne damy sunącej po parkietach muzeum w filcowych kapciach – pomimo tego, ze raz na twarz, raz na de, pół na pół:

W bezrozumnym zapale
przez parkiety i sale
roztańczone sylwetki mkną dwie...
Rozwiązanie zagadki:
to jest parkiet za gładki
Stąd nasz taniec - la grande valse frottée...

Nie musiała uwodzić publiczności, publiczność uwiodła się sama. Każda kolejna piosenka to widowisko i popis warsztatu wokalnego i aktorskiego: Ballada ćwiczebna na tempo i dykcję (w której pointy wcale nie było, ale za to co za dykcja!), Kariera sierotki Marysi i songi Bertolda Brechta, w tym jeden bardzo niecenzuralny. To się wykasuje, stwierdziła artystka. Rozśmiesza, ale nie błaznuje, nie schlebia tanim gustom, nie usiłuje za wszelką cenę przypodobać się publiczności. Ma charyzmę Lizy Minelli i bezpretensjonalność dziewczyny z sąsiedztwa. Jest uśmiechnięta, prawdziwa, pełna pozytywnej energii, werwy, seksapilu, przesympatyczna i słoneczna. Uśmiech to mój znak – śpiewa w jednej z piosenek:

Troszeczkę zdrowia, troszeczkę siły
I każdy dzień może być miły
Ja umiem tak, uśmiech - to mój znak
Byle by z oczy biło światło
A reszta precz, w radości cała rzecz!

Ostatnim daniem uczty była laurka dla Barbary Młynarskiej z okazji jej jubileuszu - Po co Basię denerwować, niech się Basia cieszy. Laurke wyśpiewala Hanna Śleszyńska, ale publiczność pomagała jak mogła! I wszyscy się cieszyli – cieszyła się Basia, cieszyła się Basina garstka, cieszyła się niżej podpisana, że jej doszufladowa twórczość doczekała się tak mistrzowskiego wykonania. I pewnie gdzieś tam na górze Gustaw Holoubek też się cieszył – bo to wszystko miało trwać lat pięć najwyżej, a trwa już trzydzieści….

…I na tym w zasadzie mogłabym zakończyć. No, może jeszcze z kronikarskiego obowiązku powinnam dodać, ze rozległo się gromkie Sto lat dla Hanny Śleszyńskiej, która 2 dni później świętowała swoje urodziny, i że pani Hanna też się cieszyła. Że uczta dla oczu i uszu była świetna, i do zobaczenia w czerwcu. Ale kto to widział prawdziwą ucztę bez DESERU? Na górze w Odeonie spotkaliśmy sie po koncercie jeszcze raz, klubowicze i artyści. W fantastycznej atmosferze jedliśmy, piliśmy i śpiewaliśmy. Ach, jak my śpiewaliśmy!!!

Izabela Burger

Goście Klubu Miłośników Żywego Słowa:

Pisarze, poeci, publicyści, dziennikarze:

Prof. Włodzimierz Bolecki
Kazimierz Brandys

Stefan Bratkowski

Prof. Jerzy Bralczyk

Jolanta Chojecka

Mirosław Chojecki

Prof. Stefan Chwin

Janusz Głowacki

Ryszard Kapuściński

Stefan Kisielewski

Tadeusz Konwicki

Marek Kotański – psycholog

Urszula Kozioł

Hanna Krall

Lucjan Kydryński

Ludmiła Marjańska

Romuald Mieczkowski (Wilno)

Wojciech Młynarski (1)

Wojciech Młynarski (2)

Jan Nowak – Jeziorański

Joanna Olczak – Ronikier

Agnieszka Osiecka

Jeremi Przybora

Michał Ronikier

Maciej Rybiński

Andrzej Szczypiorski

Adriana Szymańska

Olga Tokarczuk

Teresa Torańska

Barbara Wachowicz

Maria Wiernikowska (korespondentka wojenna)

Marcin Wolski

Bogusław Wołoszański

Jacek Żakowski

Historycy, politycy:

Dariusz Baliszewski

Prof. Władysław Bartoszewski

Dr. Antoni Dudek

Prof. Aleksander Gieysztor

Pułkownik Wojciech Kołaczkowski - dowódca legendarnego dywizjonu 303

Senator Krzysztof Piesiewicz

Janusz Reiter

Senator Edward Wende

Prof. Jacek Wożniakowski

 

Reżyserzy teatralni i filmowi:

Erwin Axer

Prof. Aleksander Bardini

Jerzy Gruza

Janusz Kukuła

Marek Koterski

Jan Maciejowski

Olga Lipińska

Krzysztof Zanussi

Artyści kabaretowi i estradowi:

Artur Andrus (1)

Artur Andrus (2)

Artur Andrus (3)

Hanna Banaszak

Maria Czubaszek

Krzysztof Daukszewicz

Leszek Długosz

Jacek Fedorowicz

Stefan Friedmann

Edyta Geppert

Olena Leonenko

Halina Kunicka

Alicja Majewska

Steffen Möller

Michał Ogórek

Dorota Osińska (1)

Dorota Osińska (2)

Andrzej Poniedzielski (1)

Andrzej Poniedzielski (2)

Łucja Prus

Irena Santor

Anna Serafińska

Andrzej Sikorowski

Anna Szałapak (1)

Anna Szałapak (2)

Kabaret ”TrzynaStu” – Szwajcaria

Grzegorz Turnau (1)

Grzegorz Turnau (2)

Stanisław Tym (1)

Stanisław Tym (2)

Magda Umer (1)

Magda Umer (2)

Wanda Warska

Zbigniew Wodecki

Aktorki teatralne, filmowe i estradowe:

Ewa Błaszczyk

Małgorzata Bogdańska (1)

Małgorzata Bogdańska (2)

Teresa Budzisz – Krzyżanowska

Ewa Czajkowska

Ewa Dałkowska

Edyta Herbuś

Ryszarda Hanin

Katarzyna Jamróz

Maja Komorowska

Zofia Kucówna

Barbara Krafftówna

Irena Kwiatkowska

Katarzyna Łaniewska

Anna Nehrebecka

Anna Polony

Zofia Saretok

Olga Sawicka

Anna Seniuk

Joanna Szczepkowska

Beata Ścibakówna (1)

Beata Ścibakówna (2)

Hanna Śleszyńska

Monika Świtaj

Marzena Trybała

Joanna Trzepiecińska

Beata Tyszkiewicz

Ewa Wiśniewska

Magdalena Zawadzka

Ewa Żukowska

Aktorzy teatralni, filmowi i estradowi:

Artur Barciś

Jacek Bończyk (1)

Jacek Bończyk (2)

Jan Englert (1)

Jan Englert (2)

Janusz Gajos

Ignacy Gogolewski

Wiesław Gołas

Stanisław Górka

Gustaw Holoubek

Krzysztof Kolberger

Marek Kondrat

Robert Kowalski

Piotr Loretz

Andrzej Łapicki

Tadeusz Łomnicki

Olgierd Łukaszewicz

Piotr Machalica

Wojciech Malajkat

Tadeusz Malak

Wojciech Machnicki

Wiesław Michnikowski

Jerzy Nowak

Marian Opania

Leszek Piskorz

Jacek Romanowski

Wojciech Siemion

Tomasz Stockinger

Andrzej Szczepkowski

Jerzy Trela

Krzysztof Tyniec

Krzysztof Wakuliński

Jacek Wójcicki

Janusz Zakrzeński

Zbigniew Zamachowski

Zbigniew Zapasiewicz

Wiktor Zborowski

Jerzy Zelnik

Kompozytorzy, pianiści, akompaniatorzy, śpiewacy:

Michał Białk

Joanna Bocheńska

Janusz Bogacki

Wojciech Borkowski (1)

Wojciech Borkowski (2)

Łukasz Borowiecki

Jerzy Derfel

Sebastian Feliciak

Trio muzyki kameralnej „Fennica” w składzie:

Helena Maffli-Nissinen (fortepian)

Dorota Sosonowska (skrzypce)

Jarmo Vainio (wiolonczela)

Tomasz Góra

Marcin Grochowina

Krzysztof Herdzin

Bogdan Hołownia

Wojciech Kaleta

Irena Kluk – Drozdowska

Włodzimierz Korcz

Andrzej „e-moll“ Kowalczyk

Andrzej Kurylewicz

Lesław Lic

Czesław Majewski

Konrad Mastyło (1)

Konrad Mastyło (2)

Konrad Mastyło (3)

Piotr Kajetan Matczuk

Włodzimierz Nahorny

Katarzyna Nowakowska

Janusz Olejniczak

soliści Opery Bazylejskiej:

Ewa Łęska – Burska

Arkadiusz Burski

Andrzej Pawlukiewicz

Marcin Partyka

prof. Magdalena Rezler

Zbigniew Rymarz

Janusz Sent

Jacek Skowroński

Wojciech Stec

Janusz Strobel

Tadeusz Suchocki

Hadrian Filip Tabęcki

Marek Tomczyk

Barbara Uszyńska

Marek Walawender