Kultura

Dział informacyjno-kulturalny „POLSKA KULTURA”

 

Stronę Klubu Miłośników Żywego Słowa wzbogacamy o dział informacyjno-kulturalny "KULTURA" w szerokim tego pojęcia znaczeniu. Zapraszamy wszystkich do współpracy z naszym nowym działem, do przysyłania własnych tekstów oraz informacji o wydarzeniach, o których warto napisać.

KONTAKT

Barbara Młynarska-Ahrens & Ewa Metelska & Elżbieta Binswanger-Stefańska*

 *redaktor naczelny działu, dziennikarka i publicystka przez wiele lat związana z życiem kulturalnym Polaków zamieszkałych w Szwajcarii, od połowy lat 70. do roku 2003 mieszkająca w Zurichu, od 2003 w Krakowie a także okresowo w Sztokholmie, członek do roku 2003 szwajcarkiego związku dziennikarzy SVJ oraz od 1996 roku należąca do Związku Polskich Autorów, Dziennikarzy i Tłumaczy w Europie (Association Polonaise des Auteurs, Journalistes et Traducteurs en Europe, A.P.A.J.T.E.) z siedzibą w Paryżu ( biogram ). Prowadzi swoją stronę Sofijon.

Dzięki Państwa zaangażowaniu, determinacji i wierności Kulturze Polskiej, mogliśmy wspólnie stworzyć orbitę, o której Tadeusz Łomnicki powiedział "...że wciąga bezustannie coraz to nowe osoby z polszczyzną - ojczyzną, dzięki której rozpoznajemy się w tłumie." Dziękuję Wam za to!!! BARBARA AHRENS-MŁYNARSKA  „Wierność językowi jest miarą wielkości człowieka.“

Kultura to nasze największe dobro narodowe, chcemy informować Członków i Przyjaciół Klubu oraz Czytelników Strony o tym, co dzieje się w kulturze polskiej w Polsce i świecie niezależnie od spotkań klubowych.

Artykuły Eli Binswanger

Ela Binswanger: 30-lecie Klubu Miłośników Żywego Słowa

IMG_3865xi

Kiedy 6 grudnia 1986 roku w Pałacyku w dzielnicy Gellert w Bazylei odbyło się inaguracyjne spotkanie Klubu Miłośników Żywego Słowa założonego przez Barbarę Młynarską-Ahrens, którego pierwszym gościem był Gustaw Holoubek, Polską rządziła ostatnia ekipa odchodzącego ustroju. Dawno już minęła euforia „półtorarocznego karnawału Solidarności” skutecznie, jak się wydawało, stłumiona przez stan wojenny i represje wobec działaczy i sympatyków solidarnościowego ruchu domagających się zmian na lepsze.

Coraz więcej ludzi opuszczało kraj bez nadziei na szybki powrót. W tej sytuacji coraz większa rzesza Polaków usiłujących zbudować jakoś swoje nowe życie na obczyźnie chętnie korzystała z możliwości spotkania z polskimi artystami przybliżającymi im kulturę, którą zmuszeni byli zostawić.

Klub Basi Młynarskiej od samych jego początków skupiał Polaków pragnących kontaktów z kulturą polską obok kultury kraju, w którym przyszło im zamieszkać. Pielęgnowanie kultury polskiej na obcych ziemiach weszło Polakom w krew już w czasach, gdy Polska przestała istnieć jako autonomiczny kraj na mapie Europy. 123 lata rozbiorów, 5 lat okupacji niemieckiej i kolejne po niej lata z ograniczoną wolnością złożyły się na silne poczucie, że tożsamość polska to język, sztuka i kultura.

Pisarze, aktorzy, artyści, muzycy tworzący na ziemiach polskich lub jakkolwiek poczuwający się do związków z Polską to nasze dobro narodowe dokładające się do dorobku światowej kultury. Istniejące bez względu na to czy i w jakim stopniu Polska była zależna od politycznych zawirowań. Spotkania z ludźmi polskiej kultury w różnych miejscach w świecie należą do polskiej tradycji, działalność Basi Młynarskiej wpisuje się od 45 lat w tę tradycję.

W roku 2016 Klub Miłośników Żywego Słowa będący naturalnym przedłużeniem działalności Basi w Domu Polskim w Zurichu zamkniętym w roku 1986, obchodzi 30-lecie swojego istnienia. Można więc bez żadnej przesady powiedzieć, że przeznaczeniem Basi było przybliżanie Polakom ze Szwajcarii polskiej kultury. Poświęciła temu zasadniczą część swojego życia. Mimo wszystkich przeszkód i trudności. Mimo krytyki i odczuwanego czasami zniechęcenia. Obok politycznych i gospodarczych zmian w Polsce, Europie, świecie, czasami sprzyjających, a czasami wręcz przeciwnie. (ebs)

6476_f34b373c_normal

- ebs.: Basiu, nam, publiczności Twojego Klubu, oferowałaś rezultaty swojej pracy, gotowe danie, smaczne, elegancko podane, tylko Ty wiesz, jak wyglądały kulisy przyjazdów tylu twórców kultury i sztuki, jak wyglądały przygotowania, trudności, przeciwieństwa, czy dziś, patrząc wstecz na te wszystkie lata uważasz, że warto było?


- Uważam, że to, co robię od 45 lat dla kultury polskiej w Szwajcarii, było i jest moją powinnością, moim obywatelskim obowiązkiem. Tak zostałam wychowana. Chciałabym móc należeć do “tego pięknego grona osób zawsze z sobą tożsamych…”, jak powiedział o swojej żonie, wybitnej poetce Julii Hartwig – Artur Międzyrzecki
.

- Czy jest coś, co zrobiłabyś inaczej lub wcale nie robiła?

- 


Mijający czas rozwiązywał sam piętrzące się wokół mnie problemy, a intuicja podpowiadała, że trzeba niezmiennie pozostać wierną sobie. Tzw. NICNIEROBIENIE, jest całkowicie sprzeczne z moim charakterem.

- W jaki sposób odczułaś zmiany polityczne w Europie, polską transformację, wejście Polski do EU, zmiany ekipy rządzących?

- Zachłysnęłam się wolnością. Radość z odzyskanej wolności przełożyłam na swój sposób działania, którego dewiza brzmiała: dobrze wykonywać swoje zadania. Nie zawieść nadziei we mnie pokładanych.

- Czy odczuwasz różnicę w traktowaniu twórców w PRL-u, Polsce lat 90. i Polsce XXI wieku? Jak byś ją opisała? Co jest lepiej a co gorzej z Twojego punktu widzenia?




- Twórcom w PRL-u usiłowano wmówić, że jak długo będą lojalni wobec władzy, tak długo włos im z głowy nie spadnie. Czuło się pozorną życzliwość władz do momentu, w którym 
nie poczuła się zagrożona. Szalała cenzura. To pamiętam aż za dobrze, bo mój brat był stale pod jej obstrzałem. Podobnie było w teatrze. Ten niepokój przed każdą kolejną premierą, kiedy na próbie generalnej zasiadali dziwni panowie, z którymi później kierownik literacki teatru i dyrektor artystyczny teatru wiedli długie dysputy. Po ich zakończeniu informowano nas – zespół aktorski teatru, że nastąpiły skreślenia w tekście. Zdarzało się, że któryś z aktorów tracił w związku z tym rolę w spektaklu.



Lata 90-te minionego stulecia i czas obecny są zdominowane przez komercjalizację wszystkich środków przekazu. Bronią się jeszcze nieliczne sceny, które dbają o swój zespół artystyczny.
 Aktorzy poczuli, że przyszedł moment, w którym mogą zaistnieć, nieważne za jaką cenę. Liczy się pieniądz, który napędzają seriale i reklamy. Cierpi na tym jakość prezentowanego aktorstwa. To mnie boli… Kto dzisiaj (poza wyjątkami), potrafi mówić wiersz? Skończył się idealizm i zachwyt dla SZTUKI, w których wyrosłam w cieniu wielkich indywidualności artystycznych.
 
Teraz liczą się: siła przebicia i kasa…

- Przez Twój Klub przewinęła się cała kulturalna elita Polski do i od 1989 roku. Wielu z tych niewykłych ludzi już nie żyje, miałaś możność obcowania z nimi, dałaś nam, członkom i sympatykom Klubu możność zetknięcia się z nimi. Których wspominasz najchętniej? Czy są tacy, których nie udało Ci się zaprosić?

- Zacznę od końca. Nie udało mi się zaprosić Jerzego Waldorffa – wybitnego publicysty, animatora kultury polskiej, a nade wszystko wspaniałego gawędziarza i komentatora czasów, w których żył. Miałam szczęście poznać Go osobiście i słuchać fascynujących opowieści, które snuł w Radziejowickim parku, podczas wakacji.
 Nie udało mi się zaprosić Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej – wspaniałej aktorki tetralnej i kabaretowej w okresie międzywojennym, współtwórczynię światowej sławy zespołu pieśni i tańca “Mazowsze”, krórą znałam i podziwiałam. Ta wszechstronnie utalentowana artystka jest do dzisiaj moim niedoścignionym wzorem umiejętności artystycznych i organizacyjnych. 
Prowadziłam rozmowy z takimi niezapomnianymi aktorkami jak Nina Andrycz czy Zofia Rysiówna, ale upływający czas zdecydował inaczej.
 Rozmowy z Krzysztofem Kieślowskim też spełzły na niczym.

Andrzej Łapicki

Kogo wspominam najchętniej? Gustawa Holoubka, Andrzeja Łapickiego, Tadeusza Łomnickiego, którzy pozwolili mi uwierzyć w siebie, służyli zawsze mądrą radą i dodawali otuchy w chwilach zwątpienia. Mojego brata Wojtka Młynarskiego, który dbał o mój rozwój intelektualny i wyostrzył umiejętność reagowania na bezguście artystyczne. Ryszarda Kapuścińskiego, który jak mało kto potrafił słuchać.

6519_3b11d5c6_normal

Jana Nowaka-Jeziorańskiego, jednego z najskromniejszych i najbardziej czarujących ludzi, jakich było mi dane poznać.
 Podobnie jak profesora Aleksandera Gieysztora i profesora Władysława Bartoszewskiego, Beatę Tyszkiewicz.

6522_5d102c6a_normal

Artystów krakowskich: Annę Seniuk, Annę Szałapak i Grzegorza Turnaua… 
I tak mogłabym wymieniać bez końca. 

Nie wolno zapominać, że 9 kwietnia 2016 roku Klub Miłośników Żywego Słowa zaprezentuje 149 spektakl. Cechą dominującą wszystkich spotkań i spektakli jest ich niepowtarzalność i różnorodność w doborze wykonawców.

- Czy masz jakieś wspomnienia zabawne z tych wizyt?



- Większość z nas – widzów czekała na tzw. część prywatną spotkań z zaproszonymi gośćmi.
 I tak pamiętam popisy kunsztu kabaretowego po wspólnie zjedzonej kolacji, których mistrzami byli dwaj Wiesiowie: Gołas i Michnikowski. Jacek Wójcicki po kolacji w restauracji Santa Lucia żegnając się z jej uczestnikami wspiął się na krzesło i odśpiewał po włosku pieśń “Santa Lucia”, wzbudzając entuzjazm zebranych. 
Anna Szałapak i Konrad Mastyło po niezwykłym spektaklu pt. “Ucisz serce…” nie dali się długo prosić i zabrali wszystkich zebranych wokół fortepianu do… Piwnicy pod Baranami, którą wyczarowali “na poczekaniu”.



- A dramatyczne?


- 

Zawód sprawił mi dyrektor Adam Hanuszkiewicz, który po prostu nie przyleciał na umówione od dawna spotkanie z publicznością. Pamiętam moje poczucie bezradności na lotnisku w Zürichu i rozmowę telefoniczmą, w której dosyć apodyktycznie tłumaczył się mówiąc, że jest przeziębiony i… koniec. Nie dałam za wygraną i w ciągu 24 godzin sprowadziłam autorkę
 „Czarnego ptasiora” – Joannę Siedlecką.
 Podobnie było, kiedy Krzysztof Piesiewicz zawiadomił mnie, że nie przyleci, bo jest chory (przyjechał w innym terminie).
 W takich chwilach adrenalina sięga zenitu. Na szczęście zawsze czuwają dobre duchy… Musiałam też raz odwołać spektakl, kiedy „zadymił” wulkan i wszystkie loty zostały odwołane. 
A co przede mną? A któż to wie?…


- Czy sądzisz, że Twoi znakomici goście zabrali ze sobą coś trwałego, co z kolei mogli przekazać Polsce?




- Na przestrzeni mijających 30 lat działalności Klubu Miłośników Żywego Słowa najwięcej zabrali “na drogę” ci z gości, którzy odwiedzali Klub w latach 1986-1989. 
To były gorzkie lata dla kultury wysokiej i dla jej twórców. Pod skrzydłami Klubu znaleźli poczucie bezpieczeństwa i poczuli się dowartościowani, otoczeni szczerym uznaniem i miłością.
 Wielokrotnie słyszałam to z ich ust. Wpisy do ksiąg pamiątkowych z tamtych lat świadczą najlepiej o tym “w jakiej sprawie” do nas przyjeżdżali. Na pewno nie ze względów finansowych. Ich opinie szerzone w środowisku artystycznym po powrocie ze Szwajcarii, przygotowały grunt dla późniejszej działalności Klubu.

- Choć Klub prowadzisz przez te wszystkie lata sama, masz wokół siebie ludzi chętnych do pomocy, niektórzy są Ci wierni od samych początków, inni przyłączyli w czasie trwania działalności Klubu, komu chciałabyś podziękować?

- Przede wszystkim dziękuję Rodzinie Klubowej za to, że od lat wiernie trwa przy mnie.

Telefonami, listami, mailami, rozmowami wspiera i buduje razem ze mną naszą „małą Rzeczpospolitą artystyczną”. Nie wyobrażam sobie już życia bez tej „rodziny, rodziny, rodziny, ach rodziny…”, jak śpiewali Starsi Panowie.

Dziękuję panu Prezesowi Jerzemu Czubakowi – wielkiemu mecenasowi kultury wysokiej, że pozwolił Klubowi tak pięknie rozkwitnąć przez ostatnie lata.

Dziękuję Firmie Amcor-Łódź-Polska, której prezesem jest pan Jerzy Czubak, za objęcie opieką finansową Klubu Miłośników Żywego Słowa.

Dziękuję Ewie Felippi-Metelskiej za wykreowanie i opiekę nad stroną internetową: www.slowoimuzyka.ch

Dziękuję panom: Andrzejowi Nurkowskiemu i Mirosławowi Manuszewskiemu za opiekę akustyczno-techniczną spotkań i spektakli.

Dziękuję sponsorom i darczyńcom, którzy wymienieni są na stronie Klubowej.

Dziękuję wszystkim, którzy spieszą z pomocą przy organizacji spotkań Klubowych.

Dziękuję autorkom recenzji i komentarzy, paniom: Barbarze Tschopp i Izabeli Burger, oraz oczywiście Tobie, Elżuniu.

- A ja dziękuję Ci Basiu za rozmowę.

6511_8c677774_normal

I wydawać by się mogło, że to zaledwie wczoraj, gdy Basia Młynarska opowiadała mi – dla naszego polskiego pisma „Nasza Gazetka” (nr 8, grudzień 1996 i nr 1, styczeń-luty 1997) prowadzonego przez żyjącego jeszcze wtedy Tadeusza Wojnarskiego – o swojej działalności z okazji dziesięciolecia Klubu!

Często pytają mnie ci, którzy chcieliby się do Klubu zapisać, czy inni są w Klubie ze snobizmu. Odpowiadam na to, że prawdopodobnie w wielu wypadkach tak, tylko że jeżeli jest to snobizm zdrowy, budujący, snobizm, na którym się wiele zyskuje przez fakt obcowania i ze znakomitą polszczyzną, i z ciekawymi bardzo prelegentami, z wybitnymi spektaklami, to, proszę bardzo, ja mogę się pod tym podpisać i powiedzieć, że pierwsza jestem snobką. Snobką, podkreślam, kultury wysokiej.

Uważam poza tym, że jakakolwiek działalność na tej niwie, na niwie kultury polskiej, kultury polskiej dla Polaków za granicą, lub, jeszcze piękniej, powtórzywszy za Zofią Kucówną, pracy w „Małych Rzeczpospolitych”, jest potrzebna…

U nas się dzieją wielkie rzeczy i wielkie wydarzenia artystyczne, bo jeżeli pomyśleć, że udało nam się tu, w Szwajcarii, w kręgu naszego Klubu i w kręgu małej sceny teatru w Baden, której to scenie nadal patronuję i jak długo będę mogła, będę jej wierna, na tejże małej scenie, w małym byłym spichlerzu na 140 osób, w malutkim, niedaleko Zurichu malowniczo położonym kurorcie, daje swoją prapremierę recitalową aktor, artysta tej klasy, co Wiesław Michnikowski. Nikt w Polsce nie wpadł na pomysł, żeby Wiesławowi Michnikowskiemu zrobić recital! Można go tylko porównywać z komikami najwyższej klasy światowej. Mamy bez przerwy u nas samych Olivierów.

A recital Ireny Kwiatkowskiej? Wielkiej, wielkiej damy polskiego kabaretu, polskiej sceny komediowej, wybitnej artystki, od której mogłyby się całe pokolenia aktorów uczyć, jak się tę sztukę uprawia. I właśnie ona, w naszym Klubie, w Oberfricku, w ex-młynie, dała nadzwyczajny wprost recital. I to się wszystko dzieje… gdzie? W grupie zakochanych w kulturze polskiej Polaków żyjacych w Szwajcarii. A dlaczego nie w Polsce? Dlaczego nikt w Polsce nie wpadł na pomysł, żeby artystom tej miary zrobić recital?

U mnie również miała swoją wielką premierę Teresa Budzisz-Krzyżanowska z niebywałym wprost recitalem, z popisem wszystkich swoich możliwości i estradowych, i teatralnych, recytatorskich a nawet krasomówczych. Uważam, że to jest pomysł, bo nie stać nas na pokazywanie pełnych wieloobsadowych spektakli. Trzeba ocalić od zapomnienia nasze wielkości. W Polsce zaczął ten cykl bardzo ciekawie Krzysztof Jasiński w Teatrze Stu. Przyjmuję do wiadomości każdą krytykę, jeżeli jest to krytyka konstruktywna, budująca, która mi uświadamia, że coś można zrobić inaczej, lepiej.

Gdybym mogła, robiłabym tutaj co tydzień jakieś spektakle, gdybym tylko miała na to publiczność, bo wydaje mi się, że czas tak prędko mija. Tak strasznie jest mi żal, że jeszcze tylu wspaniałych artystów nie było, a ciągle ich ubywa, bo jeżeli pomyśleć, że jeszcze mieliśmy szczęście mieć u siebie i Ryszardę Hanin, i Tadeusza Łomnickiego, i profesora Aleksandra Bardiniego, i Stefana Kisielewskiego, że oni jeszcze zdążyli być!

Zaczynając to 6 grudnia ’86 roku naprawdę nie wyobrażałam sobie, że – to nie jest żadna kokieteria – że dotrwam do jubileuszu dziesięciolecia. Jest to jubileusz ludzi, nas wszystkich, Polaków żyjących w Szwajcarii. Ludzi tak oddanych kulturze polskiej, jak mało kto. Jak to profesor Bardini powiedział na zakończenie wizyty w naszym Klubie? „I teraz wiem, dlaczego rozstaję się z Wami tak smutny i czego mi będzie najbardziej brak, gdy wrócę do Warszawy: Waszych twarzy na jej ulicach”. /…/

W nr 2 „Naszej Gazetki” z marca-kwietnia 1997 podsumowywałam 10-lecie Klubu Miłośników Żywego Słowa „Literacki Klub O’Clock” i 7-lecie polskiej Małej Sceny w Kornhaus-Theater w Baden artykułem

DUŻE BRAWA DLA BASI MŁYNARSKIEJ

Obchody 10-lecia klubu „Literacki Five O’Clock”, które miały miejsce 1 grudnia ’96, zaszczyli swą obecnością: Magdalena Zawadzka i Gustaw Holoubek, Halina Kunicka i Lucjan Kydryński, Beata Ścibakówna i Jan Englert – trzy artystyczne pary małżeńskie, a wraz z nimi Wojciech Młynarski oraz przy fortepianie Jerzy Derfel. Koncert jubileuszowy zatytułowany był „Ballady i romanse”.

6513_ff3369a2_normal

Na 7-lecie Małej Sceny w Kornhaus przyjechali: Alicja Majewska, Anna Pietrzak (piosenkarka wywodząca się ze znanego kiedyś zespołu „Partita” przybyła w zastępstwie zapowiedzianej Haliny Frąckowiak, którą grypa zatrzymała w domu), Zbigniew Wodecki i – jako akompaniator – Włodzimierz Korcz. Ich świąteczno-rodzinny koncert nosił tytuł „Gwiazdo świeć, kolędo leć…”

10-lecie Klubu i 7-lecie Teatru prowadzonych przez Barbarę Młynarską (a była to kontynuacja jej poprzednich działalności w ramach działalności Domu Polskiego w Zurichu), to lata, w których my, uczestnicy tych wydarzeń, robiliśmy postępy w rozwoju w naszej własnej kulturze, w naszym ojczystym języku. Komfort niczego w życiu nie załatwia. Żadnych rozstrzygnięć nie daje. Zawsze, cokolwiek się robi, pozostaje ten sam problem, jaki sens nadać naszemu życiu, mówi Krzysztof Zanussi. I ma rację! Czy można nadać sens swojemu życiu odcinając się od korzeni?

Gombrowicz żył 22 lata na drugim końcu świata, a pisał po polsku. Autor „Szkiców piórkiem”, Andrzej Bobkowski, ciskał się na Polaków i pewnie czasami słusznie, ale nie mógł żyć bez pisania po polsku. Pisząc dzienniki, sam ze sobą rozmawiał w języku, który był mu najbliższy. Czesław Miłosz zdobył dla Polski Nobla pisząc w dalekiej Ameryce po polsku. Są wyjątki w rodzaju Conrada, ale to rzadkość.

Basia Młynarska stworzyła Klub Żywego Słowa, bo tak jak nam wszystkim i jej brakowało kontaktu z żywym, bogatym, wysmakowanym językiem polskim. I teraz, gdy czasy się zmieniły diametralnie, gdy możemy mieć telewizję polską w naszych szwajcarskich domach, włączamy odbiorniki i, proszę, nie ma takiego dnia, żeby nie było jakiegoś znajomego z Klubu. Czas więc na zapowiedziane na początku słowa pochwalne.

Basia Mł

Basia ze swoim charakterem aktorki łaknącej sceny i oklasków zaprosiła nas na wykwintną ucztę, gdzie posmakowaliśmy dań najsmaczniejszych i dzięki jej za to. Bo i kogóż w Klubie nie było? Zainaugurował ten barwny korowód znakomitości polskiej kultury wybitny aktor filmowy i teatralny, Gustaw Holoubek. Jako pierwszy wpisał do klubowego sztambucha: Niezmiernie wzruszony i zaszczycony uczestnictwem w inauguracji życzę członkom Klubu duchowych i intelektualnych pożytków z obcowania z polską sztuką, z kultywowania tradycji rodzinnego domu (6 grudnia ’86).

Profesor Gieysztor zostawił taką oto notatkę: Na drzwiach pomarańczarni dziś napis „Heute geschlossene Gesellschaft”, a tymczasem najbardziej otwarte na polskie słowo i polskie sprawy ducha i umysłu, a wszystko to – przez najszlachetniejsze emocje pani Barbary (8 maja ’88). Zmarły niedawno Andrzej Szczepkowski ułożył na poczekaniu fraszkę: Prosto spod oka rodzimej ubecji gdzie? Oczywiście do Twojej Helwecji. Sam nie wiem dobrze co się ze mną dzieje… więc na twe łono me łzy z bazy leję (3 grudnia ’88).

Zofia Kucówna napisała: „Czyń swoje, a nie patrz końca” – przepisałam Ci cytat z Dzienników Marii Dąbrowskiej, które prezentowałam w Twojej Małej Rzeczpospolitej. Tak, Basiu, tam jest Polska, gdzie jest polski język, a Ty tę własną Polskę robisz tu uparcie, zawzięcie. Nadal czyń swoje – kochać Cię będą za to i ci, co tu mieszkają na ziemi czekoladą i mlekiem płynącej, i ci, co tam, na tamtej ziemi pachnącej łąkami naszego dzieciństwa, na której, dzięki takim jak Ty wojewodziankom, zawsze się odnajdujemy (25 września ’90).

Irena Kwiatkowska wpisała: Coś cudownego. Raj na ziemi – a Ty na czele anioł dobroci, gościnności i genialnej organizacji wewnątrz domu i… na zewnątrz w klubie literackim (24 kwietnia ’94). Wojciech Młynarski, wielokrotny gość Klubu, napisał między innymi: Dla nas Polaków kultura żywa jest jak tlen. Bez niej nie istniejemy (24 kwietnia ’94).

Wojciech Mł.

Stanisław Tym: Świadomość przeszłości naszej nie zamazanej lecz utrwalonej w rozmowach, analizach, pytaniach i odpowiedziach – to Twoja wielka zasługa dla teraźniejszości i przyszłości (12 marca ’95).

Romuald Mieczkowski wpisał mickiewiczowskim językiem: W tym gościnnym zakątku polskości i szczerości, gdzie mi było tak serowo, winogronowo i różowo od róż przekwitających nieśpiesznego powabu, z widokiem na gór łagodne przełęcze, w scenerii rozmów bliskich sercu, słów, jakie mogą znaczyć tak wiele – składam podziękowania znad Wilii i innych rzek litewskich gospodyni tej krainy (7 września ’96). Profesor Jacek Woźniakowski: Ach, co to jest za klub! Naprawdę wspaniałe pytania, najmilsza atmosfera i poczucie rzeczywistej wspólnoty. Dziękuję z całego serca i oby tak dalej! (20 października ’96).

Edward Wende, gość Klubu 24 września ’89, zauważył: Żyjąc w tym kraju nie jesteśmy w pełni świadomi czym jest ciężar emigracji. Będąc tutaj, na miejscu, odczuwamy, jak zbawienną rzeczą dla Was i dla nas jest wzajemny, wzbogacający kontakt, których jednych i drugich uczy czegoś bardzo ważnego – że ojczyzna sięga daleko poza geograficzne granice. Jesteś Basiu jedną z tych osób, które te pomosty przerzucają i nie pozwalają wysychać życiodajnym źródłom.

I tak dalej, i tak dalej, to już drugi opasły album-sztambuch się wypełnia, nie sposób wyliczyć tu wszystkich naszych niezwykłych gości. Basia Młynarska dała nam to, czego brak doskwiera na emigracji najbardziej, i za to należą się jej wielkie, wielkie brawa.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Dziś, od śmierci Tadeusza Wojnarskiego w roku 2000, „Naszą Gazetkę” z powodzeniem prowadzi jego imiennik Tadeusz Kilarski, wydarzenia Klubu i Teatru relacjonuje Basia Tschopp, od niedawna dołączyła do niej Izabela Burger. I oto piosenka – parafraza tekstu autorstwa Wojciecha Młynarskiego „Po co babcię denerwować” z muzyką Franciszki Leszczyńskiej – spod pióra Izy na 30-lecie Klubu.

Po co Basię denerwować

Koci-łapci, kici-kici, łubu-łubu-dubu
Niech nam żyją miłośnicy i prezeska Klubu!
Że się wszystko w kupie trzyma, w głowie się nie mieści,
Miało trwać lat pięć najwyżej, a trwa już trzydzieści.
Lecz dokładnie informować Basi nikt nie spieszy
Po co Basię denerwować, niech się Basia cieszy
!

Chociaż zrazu perspektywa była wręcz ponura,
Miał być bigos z polską wódką, a wyszła kultura.
Najpierw w młynie, potem w kinie, z małą ludzi garstką,
Lecz do tego, koci-łapci, trzeba być Młynarską!
Że szczerością ponad miarę zaś dziś nikt nie grzeszy…
Po co Basię denerwować, niech się Basia cieszy!

Słowa Basi nie piśniemy, sekret to poniekąd,
Miało być lat pięć najwyżej, a będzie pięćdziesiąt!
Niech Ci nigdy nie zabraknie sił, Basiu kochana,
Niepotrzebna nam w Szwajcarii żadna dobra zmiana,
Głośno tego nie powiemy, żeby nie zapeszyć,
Po co Basię denerwować, niech się Basia cieszy!…

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

1. fot. Piotr Koenig, Bern, 11 listopada 2015, Barbara Młynarska-Ahrens uhonorowana została medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, pozostałe zdj. ebs

z Bratkowskim

na zdj. gość Klubu Stefan Bratkowski i Ela Binswanger z psem Parysem w ogrodzie u Basi i Uwe, Bazylea, jesień 1998, fot. Basia Młynarska

tekst oraz wiele innych fotografii na stronie Sofijon.pl

Ela Binswanger: „Krzysztofa Kieślowskiego podwójne spojrzenie na Weronikę”

1

We wrześniu 1991 roku pojechałam na króciutko do Paryża po wahaniu się „Kraków czy Paryż”? /…/ A w Paryżu pokazywano właśnie „Podwójne życie Weroniki”, wszędzie widziałam plakaty. Wybrałam się więc do kina, pamiętam, jakiegoś malutkiego, w dzielnicy Marais. I tam doznałam przeżycia mistycznego. Oto byłam równocześnie w Paryżu i w Krakowie! /…/ Po powrocie z Paryża pisałam:

Profesor Aleksander Bardini (17.11.1913 – 30.7.1995), znakomity Gość Klubu Literackiego Basi Młynarskiej (6 czerwca 1991 roku) zapytany o różnicę między kulturą masową a tak zwaną „wysoką” stwierdził, że kultura „wysoka” to taka, do której się idzie, a kultura masowa to taka, która do ciebie przychodzi:

„Natomiast niewątpliwie mamy w tak zwanej kulturze masowej do czynienia z naturalnym, powiedziałbym, z fizykalnie naturalnym faktem pewnego rozcieńczenia jakości, bo kultura ta musi być pomyślana jako rzecz, którą każdy może wchłonąć. Wchodzi ona wszystkimi drogami w człowieka, a więc nie jest to proces, w którym następuje pewna koncentracja bazująca na wiedzy, wrażliwości, na znajomości przykładów czasów poprzednich. Kultura ta działa wprost. Ona nie przechodzi przez bardzo skomplikowany aparat odbiorczy – przychodzi, wychodzi, była, jest, nie ma.”

I zaraz uzupełnił, że trzeba pamiętać o tym, iż również w kulturze masowej zdarzają się arcydzieła. A filmy, w których przecież grywał, to kultura masowa. W ostatnich latach swojego życia zagrał m.in. w „Korczaku” Andrzeja Wajdy i dwóch filmach Krzysztofa Kieślowskiego.

Weronika = Véronique?
 
„Są rzeczy na niebie i ziemi, o których się uczonym nawet nie śniło” – tak to mniej więcej powiedział Szekspir, a wielkość jego polega na tym, że potrafił dostrzec i nazwać sprawy, które wieki później ani trochę nie straciły – nie tracą – na aktualności. Myśleć, że wszystko zostało wyjaśnione, że jedynie jeszcze detale trzeba dopracować, ale całość się wie i nie ma niczego poza tym, jest nie tylko nieprawdą, ale i przykrością. To przecież w gruncie rzeczy byłoby boleśnie rozczarowujące, że na tym, co akurat teraz się wie, miałoby się skończyć.

cały tekst

zdj. Mikołaj Grynberg ze strony „Jak zrobiłem to zdjęcie”

Ela Binswanger: „Stefan Kisielewski: Najważniejsza jest zmienność”

kisielewski

Wtedy, gdy w Polsce kapitalizm zaledwie kiełkował, w Szwajcarii odbyło się spotkanie Polonii ze Stefanem Kisielewskim. Moja relacja ze spotkania jest bardziej polemizującą refleksją na temat sytuacji w Polsce i świecie tamtych lat, niż sprawozdaniem. A także nieśmiałą próbą prognozy na przyszłość. Czy się sprawdziła? Co się sprawdziło? To prawdziwa przygoda czytać swoje myśli zainspirowane wypowiedziami zmarłego niestety wkrótce potem Słynnego Gościa Klubu Basi Młynarskiej, znanego jako przekorny publicysta-polemista PRL-u, po prawie ćwierć wieku od tamtego wydarzenia. „Kisiel” miał poglądy konserwatywno-liberalne, ponieważ moje poglądy były (są) postępowo-lewicująco-zielonkawe, polemika sama się napisała.

A zatem: jest wiosna 1991 roku, kapitalizm w Polsce dopiero stawia pierwsze kroki, prezydentem jest Lech Wałęsa, ZSRR jeszcze się nie rozpadł:

Z uczuciem dużej niepewności, powiem więcej, strachu, zabieram się do skomentowania spotkania członków Klubu Literackiego Five O’Clock z jednym z najbardziej znanych publicystów powojennej Polski – Stefanem Kisielewskim – słynnym „Kisielem” – które odbyło się 21 kwietnia 1991 roku w Oberfricku (zorganizowanego przez gospodynię Klubu, Barbarę Ahrens-Młynarską) oraz dzień później w Genewie (w „filii” Klubu prowadzonej przez Annę Beczkowską i Danutę Mentha).

cały tekst

Ela Binswanger: „Ida” czyli o smakach i gustach

IDa

Właściwie teraz, już po tym, jak Oscar dla pierwszego polskiego filmu ever (po takich „przegranych” jak „Nóż w wodzie” Polańskiego, „Ziemia obiecana” Wajdy czy „Noce i dnie” Antczaka) stał się faktem dokonanym, nie ma to większego znaczenia, psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Twórcom filmu należą się gratulacje i tyle. Jednak coś mnie głęboko niepokoi, ta ideologiczna zapiekłość wobec dzieła sztuki, jakim koniec końców ten film jest.

Reżyserowi, a jest nim Paweł Pawlikowski (rocznik 1957), syn matki katoliczki i ojca pochodzenia żydowskiego, anglistki i lekarza-humanisty, wnuka Żydówki, która zginęła w obozie w Auschwitz, wolno w końcu zaproponować fabularny film zgodnie ze swoim uznaniem. Nie jest to dokument, a opowieść fikcyjna, choć umocowana w konkretnych czasach i systemach.

Losy obu kobiet, ich dramaty, szczęścia i wybory są treścią tego filmu. Tłem tego filmu są czasy późniejszego powojnia, początek lat 60., ale zahaczające o wojnę. Również Polacy w tym filmie to postaci uwikłane w swoje osobiste historie i w wielką historię XX wieku. Właśnie takie filmy, a już szczególnie filmy znane, uznane, nagradzane, pokazują coraz większej ilości ludzi jak złożona jest tkanka, z której uplecione są nasze biografie. Uświadamianie tego należy nie tylko do historyków, socjologów, filozofów…, ale także do artystów. Do artystów nawet bardziej, bo potrafią w sposób syntetyczny, metaforyczny, pokazać kondycję ludzką i trafić swoimi dziełami w różne gusta (sic!).

Jeśli film „Ida” tak bardzo i tak wielu się podoba, to należy się tylko cieszyć, bo to znaczy, że coraz więcej ludzi dostrzeże żywe ludzkie dramaty takimi jakie one są a nie jak każą je oceniać sztywne ideologie. Wiemy przecież do czego to prowadzi, cykl dokumentalny André Singera „Ciemności skryją ziemię”, nakręcony w ostatnich chwilach wojny i pierwszych po wojnie w wyzwalanych obozach koncentracyjnych, ale udostępniony światu dopiero w 2014 roku, właśnie powtarza telewizja.

cały tekst

Elżbieta Binswanger-Stefańska: Wiersze o miłości, cebuli, przemijaniu poważnie i… przekornie

3881_925a5555_max

Gdy 3 października 1996 roku w świat poszła wiadomość, że literacką Nagrodę Nobla przyznano Wisławie Szymborskiej, wiwatom nie było końca (z wyjątkiem głosów o komunistycznych latach poetki, ale na te spuśćmy kurtynę milczenia, dziś nazwalibyśmy to hejtingiem). Uzasadnienie Akademii Szwedzkiej brzmiało: „Jej poezja z ironiczną precyzją odsłania prawa biologii i działania historii we fragmentach ludzkiej rzeczywistości.” Sama nagrodzona była przede wszystkim oszołomiona nagłą popularnością, wszyscy chcieli z nią rozmawiać, zapraszać ją, przepytywać. To oczywiście było dla jednej osoby niewykonalne. Ale zawsze można było sięgać częściej po jej wiersze.

W KRONICE KULTURALNEJ „Naszej Gazetki” z listopada 1996 roku ukazała się notatka o tym wydarzeniu. A już w marcu 1997 roku Klub Żywego Słowa gościł duet artystów, aktorkę Katarzynę Łaniewską i pianistę Janusza Olejniczaka, którzy swój poetycko-muzyczny występ poszerzyli o wiersze Szymborskiej. W „Naszej Gazetce” nr 4 z czerwca/lipca 1997 ukazała się moja recenzja z tego spotkania: „Z racji swojego wieku i kobiecego stażu będę mówiła o miłości nieco przewrotnie”, zapowiedziała pani Katarzyna Łaniewska. „Dlaczego o miłości? Bo jest to najpiękniejsze uczucie, o którym pisali wszyscy pisarze całego świata. Wiadomo przecież, rodzimy się z miłości, miłość jest przyczyną życia, dlatego istniejemy, pracujemy, bawimy się…” Czytaj więcej.

Czytaj także o tym, jak miłość, poezja, w tym poezja Wisławy Szymborskiej oraz spotkania klubowe przeplatają się przez moje życie, autorki recenzji z tych spotkań.

na fotografii: Katarzyna Łaniewska, Ty i Ja, Warszawa, czerwiec 1968, fot. F. Myszkowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>