Na medal

Medal GLORIA ARTIS dla Barbary Ahrens-Młynarskiej

Barbara Ahrens-Młynarska Zasłużona Kulturze GLORIA ARTIS

Od lewej: Ambasador RP Jaromir Sokołowski, Barbara Ahrens-Młynarska, Piotr Pławner (11.11.2015)


Galeria: 11.11.2015, Ambasada RP w Bernie


 

Izabela Burger:
Medal GLORIA ARTIS dla Barbary Ahrens-Młynarskiej

Ga-br-av_i

 

11 listopada to dzień szczególny dla Polaków - nasze święto narodowe, nasza duma, nasza niepodległość. W Ambasadzie RP w Bernie odbyła się piękna uroczystość. Ambasador RP, Pan Jaromir Sokołowski odznaczył Piotra Pławnera i Barbarę Ahrens-Młynarską medalami Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

Gloria Artis przyznawany jest przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego osobom zasłużonym dla rozwoju i krzewienia polskiej sztuki, literatury i kultury. Piotr Pławner to fenomenalny skrzypek, wirtuoz, laureat wielu krajowych i międzynarodowych konkursów, genialny interpretator zarówno kompozytorów współczesnych, jak i tych dawniejszych. Jest uznawany za jednego z najwybitniejszych skrzypków naszych czasów.

A jak przedstawić Barbarę Ahrens-Młynarską? Aktorka, pisarka, poetka? Animatorka życia kulturalnego? – za mało, za sucho, zbyt encyklopedycznie. Gnana niespożytą energią wypełnia sobą każde wnętrze, każdy pejzaż i kiedy jest – jest wszechobecna – napisała o niej Barbara Wachowicz. Gustaw Holoubek: Basia jest liryczna. Tym typem liryzmu, który jest najprawdziwszy, bo bierze się z czułości dla świata, z pragnienia, aby wszystko, na co zwróci uwagę, zamieniało się w urodę, dobroć, wyrozumiałość. Tadeusz Konwicki nazwał ją wojewodziną szwajcarską, Leszek Długosz – ogrodniczką, która z uporem uprawia swój polski ogródek w Szwajcarii. Michał Ogórek napisał: Jest przeciwwagą dla szwajcarskiego franka, ostatnio tak w Polsce znienawidzonego.

Basia to Człowiek Orkiestra. Od 30 lat prowadzi Klub Miłośnikow Żywego Słowa, organizuje spektakle, na których dźwięczy najpiękniejsza Ojczyzna-polszczyzna. Lista gości klubowych z lat 1986-2015 jest długa, są na niej najlepsi, najwybitniejsi, najwięksi. Na jej koncerty przyjeżdża Polonia ze wszystkich zakątków Szwajcarii. Daty koncertów u Basi zawsze na początku roku wpisuję na czerwono w kalendarz – i niech się wali, niech się pali...

Czyń swoje, a nie patrz końca – napisała Maria Dąbrowska w Dziennikach. Róbmy swoje, może to coś da, kto wie? – sparafrazował w piosence Wojciech Młynarski. I Basia robi swoje. Setki kilometrów od Polski stworzyła swoje małe Soplicowo – tu się człowiek napije, nadysze Ojczyzny. Soplicowo wędruje razem z nią - z Bazylei do Oberfrick,stamtąd do Baden, z Baden do Brugg. Wychodzę z koncertu u Basi i zawsze ogarnia mnie to samo zdziwienie – że wokół mnie na ulicach porządny szwajcarski pozytywizm, jakiś zupełnie inny język – a ja tak prosto z Soplicowa, nabuzowana wciąż tym polskim romantyzmem, tą soczystą polszczyną, taka napita i nadyszana. Akku vollständig geladen – pojawia mi się gdzieś w głowie. Do następnego koncertu musi wystarczyć.

Droga Pani Barbaro, w imieniu członków Klubu Miłośników Żywego Słowa najserdeczniej Pani gratuluję i życzę uporu, determinacji i wielkiej satysfakcji z robienia rzeczy ważnych. Życzę Pani pięknych wzruszeń i radości obcowania z Kulturą Wysoką, a Kulturze Wysokiej - jak najwięcej takich ludzi jak Pani. I żeby ta poprzeczka, którą Pani tak wysoko umiescił Gustaw Holoubek 30 lat temu, nigdy się nie obniżyła.

11 listopada 2015 r. był dniem szczególnym. Wspólnie świętowaliśmy nasz Dzień Niepodległości. W pięknych wnętrzach Ambasady RP rozbrzmiewała muzyka H. Wieniawskiego i S. Moniuszki w wykonaniu kwartetu smyczkowego Piotra Pławnera. Polska jest wszędzie.

A Basię trzeba kochać. Basię trzeba doceniać, szanować, o Basię trzeba dbać, bo tej Basi jeszcze na następne sto lat musi nam wystarczyć. Absolutnie!

Izabela Burger


 

 

Ela Binswanger:
„Coś z dramatu i coś z kabaretu”…
GLORIA ARTIS dla Barbary Ahrens-Młynarskiej

DSC09290      Fotografia medalu Gloria Artis: Piotr König

Berno, dnia 11 listopada 2015 roku: 
Uroczystość wręczenia medalu „Zasłużony Kulturze GLORIA ARTIS” przez ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej Jaromira Sokołowskiego Barbarze Ahrens-Młynarskiej, przyznanego jej przez minister kultury i dziedzictwa narodowego Małgorzatę Omilanowską za 45-letnią działalność na rzecz promowania kultury polskiej w Szwajcarii.

Polacy mieszkający w Szwajcarii wiedzą to najlepiej, nikt przez ostatnie dekady nie zajmował się pielęgnowaniem polskiej kultury na ziemi Helwetów tak, jak Barbara Ahrens-Młynarska. Owszem, przy pomocy wielu, ale gdyby nie jej energia, konsekwencja, talenty organizacyjne, odporność na przeciwieństwa i krytykę, i, last but not least, kontakty, nie byłoby tych wszystkich spotkań w ludźmi polskiej kultury i sztuki, które z pewnością wpłynęły na podniesienie jakości życia polskich domów pod szwajcarskim niebem.

Niedziela, 13 grudnia 1981 roku, Wojciech Młynarski przygotowuje się do autorskiego recitalu w Domu Polskim w Zurichu. Jak zwykle przyjechał na zaproszenie Barbary, swojej siostry, która od lat mieszka w Bazylei i organizuje w różnych miejscach w Szwajcarii spotkania z polskimi artystami, wśród nich naturalną koleją rzeczy z bratem-satyrykiem. Występ przerodził się w manifestację solidarności z Polską. Od północy w Polsce trwał stan wojenny. Nikt nie wiedział, co to tak naprawdę znaczy, czym się skończy, już sama nazwa budziła grozę, telefony nie działały, media zagraniczne przekazywały hiobowe wieści.

W Bernie odbył się przed ambasadą polską marsz protestacyjny szwajcarskiej Polonii oraz solidaryzujących się z nią Szwajcarów. Rozpoczęła się trudna dekada lat 80. Trudna dla Polski, trudna dla Polaków przebywających na stałe czy też czasowo za granicą, kontakty z krajem były utrudnione, wyjazdy pokomplikowały się jeszcze bardziej, niż to było przedtem, gdy oczekiwania na paszporty i wizy trwały tygodniami i nigdy nie było wiadomo, czy podania zostaną rozpatrzone pozytywnie.

Jerzy Derfel, akompaniator Wojciecha Młynarskiego, tak wspomina występ 13 grudnia: Przed koncertem w Zurichu /…/ włączamy telewizję, a tam straszliwe wiadomości – o czołgach na ulicach, że Szczypiorski, Wałęsa, Michnik i Geremek w więzieniu /…/ przyjeżdża delegacja „Solidarności”, która właśnie wizytowała szwajcarskich związkowców, i prosi: zagrajcie koniecznie. Wojtek zmienia na tę okazję program: jest bardzo poważny, śpiewa „Przetrwamy!”, finał koncertu jest fantastyczny ale i smutny zarazem.

Tysiące Polaków „wybrało wtedy wolność”, wśród nich także wielu artystów, ale o ile muzykowi łatwiej jest odnaleźć się w obcym kraju, dla poety-satyryka, którego tworzywem jest ojczysty język, a inspiracją wszystko, co dzieje się w społeczeństwie mówiącym tym językiem, jest to decyzja dramatyczna… Choć szwajcarska policja od spraw cudzoziemców z wielką wyrozumiałością zajmowała się polskimi obywatelami, umożliwiała przedłużenie pobytu, pomagała w znalezieniu lokum i pracy. Jerzy Derfel, który był w Szwajcarii z żoną, na razie został, wrócili w kwietniu. Wojciech Młynarski wrócił już 27 stycznia 1982. Jak się okazało, było to ostatnie lotnicze połączenie do Warszawy – okrężną drogą przez pół Europy – przed zamknięciem granic trwającym do kwietnia właśnie.

A dla jego siostry rozpoczął się czas wzmożonej aktywności na rzecz sprowadzania twórców kultury polskiej do Szwajcarii. Dla wielu Polaków na wiele lat jedynego kontaktu z polską kulturą. Schyłkowe lata PRL-u to był okres dojeżdżania polskich artystów do publiczności w najodleglejszych miejscach w świecie. Już przedtem tak było, ale w latach 80. bardzo się wzmogło, ludzie byli głodni kontaktu ze wszystkim, co polskie, przejęci tym, co dzieje się w ich ojczyźnie, do której wjazd do 1989 roku był utrudniony, a dla wielu z powodu ich sytuacji prawno-politycznej niemożliwy.

Plusem dodatnim, że złożę tu ukłon w stronę naszego laureata Pokojowej Nagrody Nobla 1983, było to, że kurs złotówki był śmiesznie niski, co znaczyło, że honoraria dla artystów przeliczane na waluty obce były nieznaczne. Oczywiście koszta ich przyjazdu czy przelotu oraz pobytu były w całości pokrywane przez organizatora. Przenocowywani byli najczęściej prywatnie, dziś rzecz raczej nie do pomyślenia.

Barbara najpierw ściągała polskich twórców kultury we współpracy z Domem Polskim w Zurichu, energicznie prowadzonym przez redaktora Tadeusza Wojnarskiego (redaktora polonijnego miesięcznika), a od końca 1986 roku w założonym przez siebie Klubie Miłośników Żywego Słowa zapraszającym regularnie cztery razy w roku artystów sceny i estrady, dziennikarzy i pisarzy, muzyków i wokalistów. Kanapka, na której nocowali w pokoju gościnnym jej domu (i Uwego, jej drugiego męża), powinna się nazywać „łoże mistrzów”. Nocowali na niej sami najwięksi: Zofia Kucówna, Irena Kwiatkowska, Barbara Wachowicz, Gustaw Holoubek, Tadeusz Łomnicki, Stefan Kisielewski, Agnieszka Osiecka, Andrzej Łapicki, Ryszard Kapuściński, Tadeusz Konwicki, Ryszarda Hanin, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Erwin Axer, Krzysztof Zanussi, Stefan Chwin, Olga Tokarczuk… żeby wymienić tylko niektórych.

Każde z tych wydarzeń, czy był to wieloosobowy spektakl teatralny, czy kameralne spotkanie z jednym tylko gościem Klubu, dla nas, Polaków zamieszkałych w Szwajcarii, było prawdziwym świętem, w końcu nikt z góry nie mógł przewidzieć, jakie ogromne zmiany geopolityczne szykuje czas. W tych niepewnych dla Polski latach 80., gdy założenie telefonu stacjonarnego graniczyło z cudem, nie było jeszcze oczywiście Telewizji Polonia, a tym bardziej innych kanałów telewizyjnych przesyłanych drogą satelitarną, globalny Internet istniał w sferze idei dopiero pączkujących w głowach informatyków, wszechobecne telefony komórkowe w książkach Science Fiction… dziś to trudne do wyobrażenia, ale tak było i było to całkiem niedawno.

Nie było jeszcze polskiego kapitalizmu i jego zalet, nie było też i jego wad. Dziś koszty sprowadzania spektaklu są tak wysokie, że bez sponsorów byłoby to po prostu niewykonalne, same dochody z biletów nie wystarczają – tu podziękowania dla nich. W latach 80. Barbara musiała się wprawdzie dobrze nagimnastykować, żeby skalkulować takie przedsięwzięcie, ale mogła zaoszczędzić na kosztach hotelu, podejmując zaproszonych gości prywatnie, a także na względnie niewysokich wynagrodzeniach dzięki korzystnemu przelicznikowi.

Ale czy to do 1989 roku, czy w latach 90., gdy nowy system wypierał stary, czy też po roku 2000, gdy stary system przeszedł definitywnie do przeszłości, Basia konsekwentnie realizowała swoje posłannictwo i tak już przez 45 lat, choć różnią się uwarunkowania i oczekiwania. Jak się bowiem okazało, zapotrzebowanie na kontakt z żywą kulturą istnieje wśród mieszkających za granicą Polaków nadal mimo telewizji, Internetu, komórek itd. Sprowadzenie 149 spektakli teatralnych, występów estradowych, koncertów, spotkań z twórcami kultury, to ogromny dorobek w dossier jednej osoby.

Jak to się stało, że Barbara, z wykształcenia aktorka prowadząca w Bazylei Szkołę Estetyki Ruchu, stała się ambasadorką polskiej kultury? Że tyle czasu i energii poświęciła na działalność wprawdzie w swym końcowym efekcie pożyteczną i piękną, jeśli wziąć pod uwagę wdzięczność polskiej publiczności i chętnie odwiedzających Szwajcarię twórców kultury, ale też niełatwej, bo połączonej z przezwyciężaniem trudności organizacyjnych z jednej strony i międzyludzkich – artyści to skomplikowani indywidualiści – z drugiej?

W połowie lat 60. Basia była młodą aktorką zaangażowaną w Teatrze Narodowym. Siostra gwiazdy piosenki satyrycznej, stryjeczna wnuczka współzałożyciela i dyrektora Warszawskiej Filharmonii Emila Młynarskiego, światowej sławy pianistę Artura Rubinsteina nazywająca swoim wujem, chciała po prostu pracować w swoim zawodzie zapatrzona w starszych od siebie artystów, mistrzów sceny, estrady, czy telewizji, kolegów brata. Trudno doprawdy o lepszą sytuację wyjściową dla artystycznej kariery. I trudno o gorszy ruch, niż decyzja o emigracji i zaczynaniu wszystkiego od początku z nauczeniem się języka obcego na dzień dobry.

Na dzień dobry, czyli na bogobojne protestanckie „Grüezi” („Grüssgott”, „Niech będzie pochwalony…”) w pracowitej i mało artystycznej Szwajcarii. Dziś wielkie szwajcarskie miasta, Zurich, Genewa, Bazylea, to kwitnące centra międzynarodowej kultury, wtedy były to miasta o surowym mieszczańskim kodeksie „ora et labora”. Tymczasem w Polsce lat 60. wprawdzie materialnie powodziło się ludziom gorzej, za to życie artystyczne kwitło. Na przekór cenzurze i polityce. Bycie artystą, aktorem, aktorką to było marzenie wielu i szczęśliwym losem nielicznych. Młoda Basia należała do wybrańców.

W 1965 roku ukończyła warszawską PWST. Zaprosił ją do swojego teatru „sam” Adam Hanuszkiewicz. W 1966 roku znalazła się na okładce „Zwierciadła”. Doskonały start na gwiazdę. A gwiazda wtedy jeszcze się nie zdemokratyzowała, jeszcze była gwiazdą na niedościgłym firmamencie, kimś wyjątkowym.

Ale angaż w teatrze mistrza okazał się pułapką. Barbara wystąpiła w wielu programach telewizyjnych, lecz na scenie grała głównie tłum. I choć zdarzały się też bardziej znaczące role, młoda aktorka czuła, że nie wykorzystuje swojego potencjału. Kiedy więc otworzyła się przed nią szansa wyjazdu na Festiwal Teatralny w Avignon, skwapliwie z niej skorzystała… To był krótki pobyt z trwającymi do dziś konsekwencjami, osiedleniem się w Szwajcarii.

I tak to się zaczęło. Basia przeszła przez wszystkie etapy emigranckiego przystosowywania się. Nauczyła się języka. Udało jej się znaleźć sobie taki zawód, który nie był wprawdzie twórczym kreowaniem ról na scenie, ale jakoś się z zawodem aktora zazębiał, „estetyka ruchu” to też praca swoim ciałem. Stworzyła wokół siebie swoje środowisko, polsko-szwajcarskie z nieznaczną, ale jakże ważną domieszką niemieckiej – od 1986 roku Barbara jest żoną biznesmena niemieckiego mieszkającego w Bazylei.

A to, czego jej brakowało, kontaktu z polską kulturą, nie zaniedbała oferując to także innym. Zapraszała na występy brata, zapraszała jego koleżanki i kolegów i tak to się zaczęło nakręcać. A Basia rozkręcać. Z tęsknoty do języka polskiego zaczęła też tworzyć sama. Wiersze, które pisała do szuflady, odkrył jeden z jej znakomitych gości i przyjaciół, Gustaw Holoubek. Mistrz sceny zaszczycił inauguracyjne spotkanie Klubu Literackiego 6 grudnia 1986 roku.

Nie minęło dużo czasu, a wiersze doczekały się nie tylko polskiego wydania, ale i muzycznego spektaklu w polskiej telewizji z muzyką Włodzimierza Nahornego w reżyserii Anny Minkiewicz. Bo właśnie zawitała w Polsce długo wyglądana wolność i między Polską a Polakami z zagranicy zaczęła się ściślejsza współpraca. Wystąpiła w nim sama autorka oraz jej koleżanki: Halina Kunicka, Łucja Prus, Magda Zawadzka, Ewa Wiśniewska. W widowisku zatytułownym „Kuchenka” do tekstów Basi padają takie jej słowa:

Weź kilka listów niewysłanych.
Weź parę nocy nieprzespanych.
Pytania weź bez odpowiedzi,
gniewne spojrzenia, ostre słowa.
Zalej je łzami, zamknij w wekach
i zacznij, zacznij żyć od nowa.

„Zacznij, zacznij żyć od nowa” to motto, które prowadzi Basię przez życie. Niejeden by się załamał wobec trudności z polskimi urzędami paszportowymi, z ZAiKS-em, z kapryśnymi artystami, z Polonią czasami zgodną i jednomyślną, ale częściej spierającą się o byle głupstwo. Ale nie Basia! Przez te wszystkie lata i społeczne nastroje Basia dbała o najwyższy poziom spotkań w swoim Klubie. Profesor Aleksander Bardini, znakomity gość Klubu 6 czerwca 1991 roku, zapytany o różnicę między kulturą masową a „wysoką” powiedział:

„…w tak zwanej kulturze masowej mamy do czynienia z naturalnym, powiedziałbym, z fizykalnie naturalnym faktem pewnego rozcieńczenia jakości, bo kultura ta musi być pomyślana jako rzecz, którą każdy może wchłonąć. Wchodzi ona wszystkimi drogami w człowieka, a więc nie jest to proces, w którym następuje pewna koncentracja bazująca na wiedzy, wrażliwości, na znajomości przykładów czasów poprzednich. Kultura ta działa wprost. Ona nie przechodzi przez bardzo skomplikowany aparat odbiorczy – przychodzi, wychodzi, była, jest, nie ma”.

„Choć i w kulturze masowej zdarzają się arcydzieła”, szybko się skorygował. Basi najbardziej chodzi o „arcydzieła” wszelakie. I o przechowywanie w pamięci „przykładów czasów poprzednich”, rzecz niezwykle ważna właśnie na emigracji, gdzie łatwiej o zapomnienie lub choćby tylko zaniedbanie własnej kultury niż w swoim własnym kraju.

Wojciech Młynarski w wierszu, którego wers jest tytułem tego tekstu napisał:

(…) Jesteś w drodze do celu,
piękno celu czujesz
i jakoś się nad sobą
wcale nie litujesz (dziwne).

Więc mózgów ścieżki gracuj,
gdy wzejdzie świt blady.
Nie lituj się i pracuj
nie ma innej rady!

P.S. A jest w tym coś z dramatu
i coś z kabaretu,
pracować dla Polaków
pod niebem Helwetów.*

*

Barbara Ahrens-Młynarska jest autorką tomiku wierszy „Dzikie łubiny” (Krajowa Agencja Wydawnicza, Lublin 1991), wspomnień „Zielnik Rodzinny” (Oficyna Wydawnicza „Rytm”, Warszawa 1998), oraz opowieści o swojej matce Magdalenie Młynarskiej z domu Zdziechowskiej pt. „Jak się ta miłość nazywa…” w wydaniu zbiorowym pt. „Nasze Mamy” (przez Stowarzyszenie „Na Pięknym Brzegu”, Warszawa 2015).

Po 1989 roku wystąpiła w telewizyjnych spektaklach muzycznych „Wiersze niewiersze”, „Kuchenka” (1989), i „Niezupełnie późna jesień” (1991) do własnych tekstów i muzyki Włodzimierza Nahornego, w reżyserii Anny Minkiewicz.

15 listopada 1997 roku została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta” przyznanym jej przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.

Cytat wspomnienia Jerzego Derfla z: „Dookoła Wojtek. Opowieść o Wojciechu Młynarskim” Dariusza Michalskiego (wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2008)

*wpis Wojciecha Młynarskiego do Księgi Pamiątkowej Klubu po recitalu 3 grudnia 2001

tekst ukazuje się też na stronie sofijon.pl z albumem zdjęć

Ela Binswanger

Jerzy Czubak: Zasłużony dla Kultury Polskiej

 

W dniu 5 czerwca br. w Rezydencji Ambasadora RP w Bernie, miała miejsce niezwykła uroczystość.
Pan Jerzy Czubak został na wniosek Klubu Miłośników Żywego Słowa, odznaczony przez Pana Ambasadora, odznaką honorową Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.
Laudatia wygłosił wieloletni przyjaciel Klubu – jego Ekscelencja Pan Remigiusz Henczel – Stały Przedstawiciel RP przy biurze Narodów Zjednoczonych w Genewie.

Z prawdziwym wzruszeniem i wdzięcznością pragnę podziękować Panu Jerzemu Czubakowi za sześć lat opieki nad kondycją kulturalną Klubu. Za zrozumienie naszych problemów, 
za przyjaźń i hojność.

Barbara Ahrens – Młynarska

 

Jerzy na scenie teatru Odeon

 

 

Pragnę podzielić się z Państwem moimi przemyśleniami zawartymi w formie „Dziesięciu pytań do Pana Jerzego Czubaka”.
Pytań, na które odpowiedzi oczekuję podczas obchodów 30-lecia Klubu, w listopadzie 2016.

Dziesięć pytań 
do
Pana Jerzego Czubaka
w dniu otrzymania odznaki honorowej
„Zasłużony dla Kultury Polskiej.”

Pytanie pierwsze:

Jak to jest, że leci się przez pół świata zmieniając lotniska, przesiadając się
na kolejne samoloty i nagle przypadek każe zatrzymać się na oka mgnienie,
w biegu po kolejny sukces?
Przypadek który sprawia, że w konsekwencji zamiast brać - daje się tylko?
Jak to jest?

Pytanie drugie:

Jak to jest, że tak daleko od Polski jest się w Jej samym środku,
że pierwszy raz spotkani – stają się ważni, stają się bliscy?
Jak to jest?...

Pytanie trzecie:

Jak to jest, że to dzieje się właśnie w Szwajcarii, w Twoim domu?

Jak to jest?...

Pytanie czwarte:

Jak to jest, że ta „orbita, która wciąga bezustannie coraz to nowe osoby
z Ojczyzną - Polszczyzną”, o której mówił Tadeusz Łomnicki podczas spotkania w Klubie Miłośników Żywego Słowa, wciągnęła i Ciebie?
Jak to jest?...

Pytanie piąte:

Jak to jest, że miłość do polskiej poezji, literatury, dramatu, piosenki,
czy kabaretu potrafiła zdeterminować i podporządkować sobie Twoje
życie zawodowe i prywatne?
Jak to jest?

Pytanie szóste:

Jak to jest, że niezależnie od obowiązków i trudów zjawiasz się
z bardzo daleka, żeby otoczyć opieką kogoś wybitnego, kogoś kto przyjechał specjalnie w gościnę do Klubu, aby wykreować magiczny świat swojego talentu?
Komuś, kto przywiózł swoją Polskę, która dzięku językowi i kulturze jest
jedna i niepodzielna?

Jak to jest?...

Pytanie siódme:

Jak to jest, że idąc za głosem poety Cypriana Kamila Norwida umiesz „Odpowiednie dać rzeczy słowo”?
Jak to jest?...

Pytanie ósme:

Jak to jest, że potrafisz się z uwagą pochylić nad problemami pozornie błahymi, że nie jest Ci wszystko jedno?
Jak to jest?...

Pytanie dziewiąte:

Jak to jest, że należysz do tych, którzy szczodrze dzielą się z innymi swoją Polską, językiem, kulturą i wiedzą?
Jak to jest?...

Pytanie dziesiąte:

Jak to jest, że tajemnica szyfru słownego Jerzego Dobrowolskiego -
intelektualnego „guru” mojego pokolenia, która brzmi:
„...jeden pyta, a drugi odpowiada”, stała się i Twoim szyfrem...
gwarancją zaufania i naszej przyjaźni?
Jak to jest?...

Klub Miłośników Żywego Słowa

Laudacja jego Ekscelencji Pana Remigiusza Henczela.

Szanowni Państwo, Drogi Jerzy,

już w XV w. wielki mecenas sztuki, protektor nauki i niekoronowany władca Florencji, Wawrzyniec Wspaniały, twierdził, iż lud ma dzielić te same rozkosze umysłowe, co klasy bardziej przez los uprzywilejowane. Głosił, że wszyscy, bez wyjątku, mają prawo do kultury i sztuki.
Nieco od niego młodszy, geniusz włoskiego i światowego renesansu, Leonardo da Vinci także uważał, że „piękno rzeczy śmiertelnych mija, lecz nie piękno sztuki”.

Dziś przypadł mi w udziale wielki zaszczyt, a równocześnie niezwykła przyjemność, przedstawienia Państwu sylwetki współczesnego mecenasa sztuki, osoby udzielającej wsparcia licznym artystom, twórcom, instytucjom, a także czynnie uczestniczącej w życiu kulturalnym, naukowym i społecznym. Większość z nas, tu obecnych, doskonale zna działalność Pana Jerzego Czubaka, bo to jego właśnie mam na myśli, lecz pozwólcie Państwo, pozwól Drogi Jerzy, że przypomnę krótko niektóre z aspektów i osiągnięć, jakimi poszczycić się możesz w zakresie upowszechniania i rozwoju kultury.

Z wykształcenia teatrolog i kulturoznawca, Jerzy Czubak, już na przełomie lat 70-tych i 80-tych, jako aktor, reżyser i współzarządzający Teatrem Studenckim Pstrąg, po 1980 r. Pstrąg Grupa 80, uczestniczył w ważnych festiwalach teatrów alternatywnych w Polsce i za granicą. Jako pomysłodawca i dyrektor kultowego festiwalu „Łódźstock”, poprzez organizację koncertów i przedstawień, promował tzw. kulturę wysoką wśród studentów.
Angażując się w tworzenie instytucji politycznych czy w życie społeczno-gospodarcze, Jerzy nigdy nie zapomniał o wspieraniu kultury. Jako długoletni członek kierownictwa Grupy Amcor, koncernu będącego jednym z dwóch największych producentów opakowań na świecie, aktywnie przyczynia się do promowania ważnych inicjatyw i wydarzeń kulturalnych organizując i wspierając finansowo wystawy, festiwale, wydawnictwa kulturalne, ściśle współpracując z Akademią Sztuk Pięknych czy Teatrem Powszechnym w Łodzi, a także z ośrodkami polskiej kultury za granicą, m.in. z Klubem Miłośników Żywego Słowa, prowadzonym w Szwajcarii przez p. Barbarę Ahrens-Młynarską.

Jako Stały Przedstawiciel Rzeczypospolitej Polskiej przy Biurze Narodów Zjednoczonych w Genewie pragnę podkreślić, iż do dnia dzisiejszego, wśród korpusu dyplomatycznego oraz mieszkańców Genewy, wciąż bardzo żywo wspominany jest koncert Waldemara Malickiego, zorganizowany na zakończenie prezydencji Polski w Radzie Unii Europejskiej w grudniu 2011 roku, który to koncert nigdy by się nie odbył, gdyby nie pomoc i wsparcie naszego dzisiejszego Laureata.

Ale na tym nie koniec! Drodzy Państwo, z naszej wspólnej inicjatywy w dniu 18 czerwca w Pałacu Narodów Zjednoczonych w Genewie odbędzie się koncert pianistyczny upamiętniający 70-tą rocznicę podpisania Karty Narodów Zjednoczonych oraz postać wybitnego polskiego pianisty, Artura Rubinsteina, który odegrał szczególną rolę podczas konferencji założycielskiej w San Francisco w 1945 r. Akcentując swą polskość i wyrażając niezadowolenie z faktu niezaproszenia na ową uroczystość polskiej delegacji, Artur Rubinstein, jako pierwszy utwór zagrał wówczas „Mazurek Dąbrowskiego”. I tutaj znowu pragnę wyrazić podziękowanie, Drogi Jerzy, za wsparcie tej niezwykle ważnej idei i pomoc w jej realizacji.

Szanowni Państwo, jeśli chodzi o działalność społeczną Jerzego Czubaka, był on współzałożycielem i wiceprezesem Łódzkiej Izby Przemysłowo-Handlowej, członkiem założycielem Kongresu Liberalno-Demokratycznego w Łodzi, współzałożycielem i członkiem Rady Fundacji Rozwoju Przedsiębiorczości. Obecnie jest członkiem Rady Zarządzającej Polsko-Amerykańskiego Centrum Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego, członkiem Rady Muzeum Sztuki MS2 oraz jednym z doradców Prezydenta Miasta Łodzi.

Przyznacie Państwo, iż o postaci tak barwnej i nietuzinkowej, jaką jest bez wątpienia Jerzy, mówić można by długo i z niezwykłym zaangażowaniem. Ten skromny, przedstawiony przeze mnie fragment jego życia zawodowego, świadczy o tym, że mamy do czynienia z człowiekiem czynu. Człowiekiem, który za swą ciekawość świata, entuzjazm odkrywania i chęć dzielenia się z innymi pięknem kultury został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, zaś za aktywną działalność na rzecz demokracji przed rokiem 1989, w tym w czasie stanu wojennego, otrzymał Złoty Krzyż Zasługi.

Szanowni Państwo, Jerzy, Drogi Przyjacielu, jestem przekonany, iż dzisiejsza uroczystość i przyznanie odznaki honorowej „Zasłużony dla Kultury Polskiej”, stanowić będzie dla Ciebie początek kolejnej drogi. Drogi twórczej, bogatej w wyzwania, drogi, podczas której będąc wiernym sobie i swoim zasadom, uchylisz przed wieloma z nas wrót do zaklętego świata sztuki, udowadniając jednocześnie, iż kryje ona w sobie wartości niezwykłe i ponadczasowe.
Marcel Proust powiedział kiedyś, iż „Sztuka przynosi nam dowód, że istnieje coś innego niż nicość”.
Jerzy, dziękujemy Ci za tę chęć odkrywania sztuki radosnej, wielkiej, za chęć i pasję dzielenia się nią z innymi!

Remigiusz Henczel