2019  2018  2017  2016  2015  2014  2013  2012  2011  2010  2009  2008  2007  2006  2005  2004  2003  2002  2001  2000  1999  1998  1997  1996  1995  1994  1993  1992  1991  1990  1989  1988  1987  1986

Rok 2019 - XXXIII sezon artystyczny

Profesor Jerzy Bralczyk


Profesor Jerzy Bralczyk i Michał Ogórek
 - satyryk,
w spotkaniu pt. „Słowa i wyrazy.”

6 kwietnia 2019

 

Jerzy Bralczyk
Fotografia: Adam Mikołajczyk

--> Strona internetowa Prof. Jerzego Bralczyka

 

i Michał Ogórek

 

 

 

 

Michał Ogórek
Fotografia: Archiwum prywatne

--> Michał Ogórek na Wikipedii

Dorota Miśkiewicz i Marek Napiórkowski

 
Koncert
Doroty Miśkiewicz i Marka Napiórkowskiego.

Dorota Miśkiewicz - jedna z najważniejszych wokalistek łączących jazz z piosenką.

Marek Napiórkowski - czołowy polski gitarzysta i kompozytor, zwany czarodziejem sześciu strun.

15 czerwca 2019
 

 

Dorota Miśkiewicz
Fotografia: Honorata Karapuda

--> Strona internetowa Doroty Miśkiewicz

 

 

Marek Napiórkowski
Fotografia: Rafał Masłow

--> Strona internetowa Marka Napiórkowskiego

 

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.

 

Dialog indywidualności – koncert Doroty Miśkiewicz i Marka Napiórkowskiego

Ze słowami tak jest, że wypowiedziane nie milkną, wyśpiewane przechodzą z osoby na osobę, od każdej coś biorąc i każdej coś zostawiając. Dlatego też, choć na scenie Klubu Miłośników Żywego Słowa pojawiła się fizycznie tylko dwójka artystów, to było ich tam w czerwcowe popołudnie dużo więcej. Koncert Doroty Miśkiewicz i Marka Napiórkowskiego to spotkanie z samymi wykonawcami oraz takimi mistrzami jak: Komeda, Osiecka, Młynarski, Wasowski, a nawet… hrabia Fredro.

Dorota Miśkiewicz to wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów, a nawet, jak członkowie Klubu mogli zobaczyć na żywo, jednoosobowa sekcja perkusyjna. Wychowana w muzycznej rodzinie znalazła swoje miejsce na jazzowej scenie. Dwie z jej płyt pokryte są złotem. W polskim środowisku muzycznym trudno znaleźć jazzmanów, z którymi nie występowała. Był to i Jan „Ptaszyn” Wróblewski, i Włodzimierz Nahorny, Ewa Bem, Urszula Dudziak, Henryk Miśkiewicz – zbieżność nazwisk nieprzypadkowa – ale również światowe legendy, jak Cesaria Evora czy Bobby McFerrin. Najczęściej jednak pojawia się w towarzystwie Marka Napiórkowskiego, gitarzysty, kompozytora, wykładowcy Uniwersytetu Muzycznego. Napiórkowski jest nieprzerwanie nagradzany tytułem „najlepszego jazzowego gitarzysty roku” przez magazyn „Jazz Forum”. Jedenastokrotnie nominowany i wreszcie nagrodzony w tym roku Fryderykiem. Twórca ośmiu płyt autorskich i gość na niezliczonej ilości nagrań m.in. z Wandą Warską, Krystyną Prońko, Anną Marią Jopek, Krzysztofem Herdzinem, Krzysztofem Ścierańskim, a nawet, z patronującym Klubowi, Wojciechem Młynarskim. Na scenie grał m.in. z Marcusem Millerem, Patem Methenym, Richardem Boną czy Angélique Kidjo. Od kilku lat wykłada na warszawskim Uniwersytecie Muzycznym, co, jak sam mówi, bardzo lubi.

Zamykając w klamrze czerwcowy koncert można powiedzieć, że zaczęło się na Suwalszczyźnie, a skończyło na szwajcarskim stoku. „Suwalskie bolero”, które rozpoczęło koncert, było jeszcze wzajemnym poznawaniem się artystów i publiczności, ale już słychać było, że wyśpiewane jeziora długo zamarznięte nie pozostaną. Zrobiło się lirycznie, klubowo, ciepło. Klimat ten wzmocniła jeszcze kolejna piosenka „Lubię być szczęśliwa” z muzyką Jerzego Wasowskiego i słowami Antoniego Marianowicza. Nic więc dziwnego, że już w kolejnym utworze Dorota zaprosiła do współpracy widownię. Dorota nuciła, my gwizdaliśmy, Marek grał, Michał Rusinek* pisał, a piosenka skończyła się wspólną improwizacją.

A potem na scenę wszedł… Wojciech Młynarski. Wszedł w swoim stylu, po prostu genialnie. Słowa „Samby z kalendarza” napisał do muzyki skomponowanej przez duet Miśkiewicz, Napiórkowski. Przy latynoskich dźwiękach Dorota przeprowadzała nas przez koleje miłości. W jej głosie była radość, było szczęście, był dramat rozstania, była tęsknota, a pozostało jakże piękne wspomnienie. Po Młynarskim pojawił się Krzysztof Komeda, muzyka, i Agnieszka Osiecka, słowa – „Ja nie chcę spać” z przedstawienia „Śniadanie u Tiffany’ego”. Parafrazując słowa piosenki – czy „czegoś więcej nam potrzeba”?

Definiując jazz można by powiedzieć, że jest to przestrzeń, w której indywidualizm każdego z muzyków jest siłą całej grupy. Mogliśmy to usłyszeć w kolejnych utworach, w których Dorota wycofała się, oddając front Markowi. Najpierw kompozycja Marka do słów przywoływanego już Michała Rusinka „Budzić się i zasypiać (z tobą)” rytmicznie i z humorem rozpoczęta przez Dorotę zakończyła się cudowną improwizacją Mistrza! gitary. Dostaliśmy wszystko co w jazzie najlepsze, dialog artystów, pokaz umiejętności, wzajemne słuchanie i efektowne rozwinięcie tematu przewodniego. Nic dziwnego, że po ostatnim dźwięku, ktoś z publiczności kierowany emocjami krzyknął „bis!”. I był bis solowy do kompozycji Eddiego Harrisa. Doskonała technika gitarowa Marka, jego wyobraźnia i doświadczenie złożyły się na improwizację przemyślaną i wyrafinowaną. Gdyby koncert skończył się w tym momencie, już byłby wart zapamiętania, ale Dorota jako samodzielna sekcja wokalno-rytmiczna już szykowała się do brawurowej papkinady. Utwór powstał z okazji 90. urodzin Andrzeja Wajdy i był interpretacją piosenki „Oj, kot”, którą w ekranizacji „Zemsty” wykonał grający Papkina Roman Polański. O ile wykonanie Polańskiego można by zakwalifikować do gatunku mazurka, to wersja Doroty zdecydowanie była oberkiem. Ale i to nie wszystko. Artystka w swojej śmiałości sięgnęła do każdego gatunku muzycznego, z którym na scenie się spotkała. Była i Afryka, i głos biały, i scat, i zabawa słowami. Gdyby Fredro był tak czytany w szkole…

Od Fredry przeszliśmy do klasyki jazzu – „You stepped out of a dream”. Początkowo muzycy musieli poszukać wspólnego rytmu, ale kiedy już się odnaleźli, zostaliśmy wpuszczeni do bardzo intymnego świata dwojga ludzi. Wątki autobiograficzne i odrobina prywaty pary artystów pojawiły się w ostatnich utworach koncertu, również w bisie, w którym Marek zaśpiewał prawie jak Wojciech Waglewski. A że „prawie” nie wystarczyło, została zaangażowana publiczność, która, podzielona przez Dorotę na chórki, dostała świeżo stworzony tekst i wypuszczona została na alpejski stok.

W sobotnie popołudnie słuchaliśmy doskonałego duetu muzycznego. Dwójkę bardzo dobrych i świetnie się rozumiejących artystów, których umiejętności wzajemnie się uzupełniały i inspirowały. Harmonia, dialog, obustronna fascynacja na scenie i w życiu prywatnym, do którego artyści pozwolili nam zajrzeć, pozostawią ciepłe wspomnienia ze spotkania.

Marzena Mikosz
Brugg, 15 czerwca 2019 r.

*Michał Rusinek – autor słów piosenki „Nucę, gwiżdżę sobie” i wielu innych w repertuarze Miśkiewicz&Napiórkowski.

 

 

Fotografia: Kamil Jellonek
Po koncercie: Marek Napiórkowski, Barabara Ahrens-Młynarska i Dorota Miśkiewicz

 

Hanna Banaszak

Jubileusz X- lecia patronatu finansowego
firmy AMCOR – Łódź – Polska.

Hanna Banaszak – Recital z zespołem muzyków.

Instrumenty perkusyjne: Mateusz Brzostowski
Pianista: Jacek Szwaj
Perkusista: Krzysztof Przybyłowicz
Kontrabasista: Zbigniew Wrombel

14 września 2019

 

Hanna Banaszak
Fotografia: Agata Preyss

--> Strona internetowa Hanny Banaszak

 


Projekt współfinansowany w ramach
sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej
nad Polonią i Polakami za granicą.

z zespołem muzyków

 

Czy kultura się liczy?

To pytanie od wielu dekad zadają sobie ekonomiści. Liczą wskaźniki, układają niczym Rzecki tabele „długie jak Krakowskie Przedmieście” w excelu, sumują koszty, podliczają zyski. I kiedy już są prawie pewni, że nie, to „zwrot z inwestycji” ukazuje się w zupełnie nieoczekiwanym miejscu, rozwoju sektorów kreatywnych, zarządzaniu personelem, wspomaganiu promocji regionów (Barcelona = Gaudi), dbaniu o estetykę własnego otoczenia itd.
Kiedy więc 10 lat temu Pani Kierowniczka Klubu Miłośników Żywego Słowa, Barbara Ahrens-Młynarska, powiedziała, że Klub musi zakończyć działalność, pojawił się On. Niczym wagnerowski Lohengrin na ratunek Elzie lub bardziej popularny Bruce Willis ratujący cały świat, wstał i powiedział „nie”. Jedno słowo, które do dzisiaj odbija się echem z każdym kolejnym koncertem, spektaklem, spotkaniem z kulturą polską w Brugg. Jerzy Czubak prezes firmy Amcor, obecnie mecenas i przyjaciel Klubu, wsparł działalność finansowo i pozwolił, aby szwajcarska Polonia miała szanse na spotkania ze słowem i muzyką w najlepszym wykonaniu. Jak mówił w swoim przemówieniu: „W historii sceny w Brugg kryje się pasja, 33 lata ciężkiej pracy, ponad 170 przedstawień teatralnych i spotkań z przedstawicielami kultury. Jest to tak nieprawdopodobnie bogaty bagaż tworzony w najwyższej klasie artystycznej. To jest działalność, której nie spotkałem nigdzie na świecie”.
Łódzki oddział Amcor słynie ze swojej aktywności na rzecz lokalnej kultury. Oprócz Galerii sztuki firma wspiera wydarzenia organizowane na terenie miasta: Festiwal im. Artura Rubinsteina, Oscary Jazzowe czy Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Dyrektor Barbara Kalwasińska, która obecnie zarządza filią w prywatnej rozmowie przyznała, jak ważne jest, że jej firma postrzegana jest przez pryzmat sztuki, i że ma to znaczenie chociażby w pozyskiwaniu pracowników.

Dekada współpracy Klubu z tak kulturalnym partnerem była okazją do świętowania w Brugg 14 września. A czy można piękniej niż z Hanną Banaszak i jej zespołem?
Mogę napisać, że koncert wart był jubileuszu. Jako słuchacze mogliśmy podziwiać warsztat muzyków. Głos wokalistki, czysty, mocny, idealny od pierwszego dźwięku improwizacji do ostatniej nuty „Summertime” był tym, czego wszyscy się spodziewaliśmy, artyzmem na najwyższym poziomie. To samo można powiedzieć o każdym z towarzyszących artystce instrumentalistów. Prawdopodobnie każdy z nich mógłby dać ciekawy solowy koncert. Znany Hannie Banaszak od dekad, grający na perkusji, Krzysztof Przybyłowicz i będący w zastępstwie, grający na bębnach etnicznych, Mateusz Brzostowski tworzyli interesującą sekcję rytmiczną. Wzajemne słuchanie się muzyków, uzupełnianie, wykorzystanie prawie całego arsenału perkusyjnego nadawało sambie ognistego charakteru, tangu – temperamentu. Podobnie jak gra jednego z najlepszych jazzowych kontrabasistów Zbigniewa Wrombla. Na szczególną uwagę zasługuje Jacek Szwaj, który poza bardzo dobrym warsztatem pianistycznym zaprezentował się również jako wokalista. Szczególnie w piosence „Życie na różowo” dedykowanej Basi Młynarskiej i jej mężowi. Umiejętności wszystkich artystów, bardzo duże wzajemne zaufanie dało nam wyjątkowy koncert, bo aranżacje i interpretacje miały swoją premierę w Brugg i prawdopodobnie nigdzie już powtórzone nie zostaną, jak np. niezwykłe wykonanie „Kołysanki Rosemary” Krzysztofa Komedy.
Gdybym pozostała tylko w warstwie artyzmu, byłby to to bardzo powierzchowny opis koncertu. Pod dźwiękami kryła się treść i to często niełatwa. Hanna Banaszak mogła, niczym żongler, ułożyć program rozrywkowy: śmieszny, zabawny, okraszony balonikami wzbijającymi się w niebo. Ale nie, świadoma swojego głosu i jego zasięgu sięgała po słowa, zwroty, skojarzenia, które niczym kamyki uderzały w nasze, a na pewno moje, sumienie. Pomiędzy miłością, przyjaźnią artystka mówiła o nienawiści, obojętności, złości, przerzucaniu odpowiedzialności. W interludiach recitalu głos zabierali Szymborska, Barańczak, Różewicz zwracając uwagę na dominujący w sferze publicznej ton narracji. Podobnie jak Victor Klemperer piszący „Słowa mogą być jak maleńkie dawki jadu: połyka się je niepostrzeżenie, wydają się nie mieć żadnego skutku, a jednak po pewnym czasie następuje działanie trujące”, tak Banaszak pozostawiła nas z zadumą nad słowem i jego odcieniem. Zanim jednak uderzymy w polityków, dziennikarzy, warto wrócić do wykonanego podczas koncertu wiersza Josifa Brodskiego „Piosenka o Bośni”.
Półtoragodzinny koncert dał coś więcej niż miłe sobotnie popołudnie. A zatem wróćmy, Drodzy Państwo do początku tego tekstu, czy kultura się liczy?

Marzena Mikosz

 

 

Na scenie w Bruggu H. Banaszak i J. Czubak

 

Fotografia: Kamil Jellonek. Obróbka zdjęcia: Ewa Metelska
Hanna Banaszak i Jerzy Czubak