Witam

Barbara Ahrens – Młynarska
Klub Miłośników Żywego Słowa - polska kultura w Szwajcarii.

Miejsce spotkań:
Cinema ODEON – Bahnhofplatz 11, 5200 Brugg AG ( naprzeciwko dworca ), Szwajcaria.


 

 Ślady łez Barbary Młynarskiej

 
Barbara Młynarska od zawsze rozmiłowana jest w słowie. Mówionym, śpiewanym, pisanym. Zanim nauczyła się czytać, miała już za sobą recytacje w Polskim Radiu. Pamięć ma przepastną. Podejrzewam, że zna na wyrywki całego Gałczyńskiego, całego Wyspiańskiego, przynajmniej połowę Tuwima i kilka sążnistych antologii innych poetów. Pierwszy swój wiersz napisała, gdy “mnąc serwetki, czekała w Piwnicy Wandy Warskiej na kogoś, na próżno”*. Potem długo pisała do szuflady. Po latach wydała zbiorek poezji Dzikie łubiny, kilka wierszy umieściła też w swojej książce pt. Zielnik rodzinny. Do części jej utworów Włodzimierz Nahorny skomponował muzykę. Powstało kilka muzycznych spektakli telewizyjnych w wykonaniu autorki i jej przyjaciółek – Magdaleny Zawadzkiej, Łucji Prus, Grażyny Barszczewskiej i Ewy Wiśniewskiej. A Basia dalej pisała do szuflady. Czytała mi często swoje wiersze, pochowane w różnych książkach, na kartkach powpinanych w segregatory - rękopisy, maszynopisy, kartki, karteluszki. - Daj mi ten wiersz o pokrzywach – poprosiłam ją kiedyś. - Dam ci. Kiedyś ci dam. Ale jeszcze nie teraz – odpowiedziała z szelmowskim uśmiechem – Kiedyś to wszystko zbiorę...

I zebrała. W niedzielę 3 września 2017 r. odbyło się w Brugg spotkanie promujące najnowszy tomik poezji Barbary Młynarskiej pt. Ślady łez. Dwadzieścia sześć wierszy, każdy jak medalion, na pamiątkę - dwadzieścia sześć śladów łez zamkniętych w małej, pięknie wydanej książeczce, z rysunkami Moniki Jurkiewicz. – Ten tomik to podróż w pamięć, podróż we wrażliwość i do głębi serca – powiedział Jerzy Czubak. W sali recepcyjnej Odeonu na podłodze liście kasztana i świece, przy fortepianie Jerzy Husar, a na pluszowej kanapce – Poetka.

Zbiorek Ślady łez to wiersze ważne i odważne. Ważne – bo znaczone łzami, czekaniem, smutkiem, żalem. Odważne – bo każdy z nich opowiada o tym, co się zdarzyło. Prawdziwe łzy z samego dna szuflady, które Basia wydeklamowała światu. To takie małe wiersze jesienne, miniaturowe jesienne sytuacje liryczne, malowane impresjonistycznymi pociągnięciami pędzla. Błyski flesza – zdjęcia utrwalone pod powiekami – listy, liście, listopady i jesienne remanenty:

Uprzątnijmy zeschłe liście
spod jabłoni i spod grusz.
Jutro będzie już za późno,
jutro się nie sprzątnie już.
Zeschłe liście... pierwsze listy,
że na pewno i że tak,
pachną bzem, jaśminem, fiołkiem
i łez mają jeszcze ślad…

(“Przesłanie”)

Ślady łez to wiersze o pożegnaniach. Odeszło dzieciństwo z podrapanymi kolanami, bzy kwitnące w ogrodzie i potargana młodość w czarnym kapeluszu. Zaskrzypiała furtka w rodzinnym domu, błysnęła w kufrze suknia z pierwszego balu. Nic wielkiego się nie stało, nie rozpętała się żadna burza, świat trwa dalej. Ktoś napisał list – albo go nie napisał. Ktoś powiedział parę ważnych słów - lub nie dał rady ich powiedzieć. Ktoś popatrzył w oczy o ułamek sekundy za długo. Ktoś zaistniał na krótko i odszedł. Ktoś odkrył w lustrze pierwsze zmarszczki. Zaszeleściły liście pod stopami, przeszedł Baj po ścianie. Obrazy ludzi, za którymi się biegło i tych, którym pozwoliło się odejść. Zwykłe okruchy codzienności-niecodzienności. Bo to takie pożegnania, które muszą nadejść i z którymi musimy się godzić. Są smutne, znaczone ścieżkami łez, ale nie ma w nich rozpaczy. Jeden sen odchodzi, by zrobić miejsce drugiemu. Kończy się jesień, ale zaraz po niej rozpoczyna się kolejna...

Róż nasuszymy.
W piecu napalimy,
ale będzie jesień.
Chleba z miodem zjemy,
mlekiem popijemy.
Październik to, czy wrzesień?

Z nami dola – niedola.
Za nami drogi szmat.
Ktoś nas kocha nie kocha
Ktoś z nami za pan brat
Szara smutku przyczyna...
Tęsknota pajęczyna.

(„Tęsknota pajęczyna“)

Słowa mają kolor. Te ze Śladów łez są ciemnożółte. Basia najbardziej lubi jesień - cała jest jesienna. Jej jesień – i jej słowa – są złote, bursztynowe, jarzębinowe, pachną astrami i herbatą z miodem, szeleszczą jak liście na kołnierzu. Nie ma mgły i posępnych, burych wieczorów. Swoją porę roku każdy nosi w sobie. Nie lubię jesieni, ale słowa słyszę w kolorach i na kolorowo je czytam. Cały tomik jest zółty. Wierszy się nie pisze – wiersze się komponuje z dźwięków, smaków i barw. Układa sie je w bukiety, wtyka się w nie słowa jak słoneczniki, nawłocie i jesienne liście, sprawia się, że pachną i szeleszczą. I takie właśnie są Ślady łez Barbary Młynarskiej. W jej bukiecie znalazły się również przepiękne rysunki Moniki Jurkiewicz. Gdzie same słowa nie dały rady, tam Monika dołożyła do bukietu swoje kwiatki i dokończyła historie opowiedziane przez poetkę. Rysunki też są niedopowiedziane, zakute w niemym smutku, jak gdyby naszkicowane z pamięci, szybko, żeby uchronić przed zapomnieniem. Może to maska i uczucia przykryte listopadem. Może pierwszy pocałunek, a może ostatni. Może wszystko się skończyło, zanim się zaczęło. Może ta jesień wszystkiemu winna, diabły jesienne, te liście, listy, listopady..? Zarówno w słowie, jak i w rysunku tętni erotyzm, ale nie taki rozbuchany i oczywisty; raczej subtelna, podskórna zmysłowość. Zdarzyło się albo zaledwie mogło się zdarzyć… W tle muzyka Jerzego Husara, jego własne kompozycje, przygotowane specjalnie na ten wieczór. Dyskretnie połączył w jedno wszystkie konwencje jazzowe, walca, bluesa, swinga, dołożył rodzime rytmy i malwy w ogródku, przeplótł to cytatami muzycznymi (Piosenka starych kochanków, Martwe liście i My way) i doskonale odgadł, co tam Basi w duszy gra. Taka podróż muzyczna w czas dzieciństwa i młodości. A czas goni, a czas goni...

Wiersze Barbary Młynarskiej przywiodły mi na myśl romantyczne ballady, melancholijne ludowe zaśpiewy i wczesne wiersze Marii Pawlikowskiej–Jasnorzewskiej, o której Julian Tuwim napisał: „Na łąkę wychodzisz nocą po kwitnące słowa, tajne czynisz praktyki, aby pachniały ambrą i lawendą“**... Obie mają w sobie tę sama delikatność i refleksyjność. Pawlikowska jest niebiesko-fioletowa, Basia złoto-żółta, ale są z tej samej epoki, rozbrzmiewają tą samą subtelnością i muzyką pierwszego balu. „Dotknęłam Pana jak motyl egretą. Przepraszam, to było niechcący…“ Czasem mam wrażenie, że Barbara Młynarska urodziła się za późno, spóźniła się o całą epokę i ze swoją wrażliwością Maryni Połanieckiej zabłądzila przypadkiem gdzieś w XXI wieku:

Nic się niby, nic przecież nie stało.
A ja myślę, że stało się wiele.
Jak to panu powiedzieć najprościej?
Może kiedyś się indziej ośmielę?
Może wtedy się przyznam... inaczej,
spojrzę w szare, siwo-szare oczy pana...
Słowo daję nie stchórzę. Przyrzekam…
Przegadamy noc całą do rana.

(„Kasztan“)

Na lekcjach z teorii literatury wkłada nam się do głowy (jako i ja moim uczniom wkładałam), że podmiot liryczny to fikcyjna osoba wypowiadająca w wierszu swoje emocje i nie można go utożsamiać z autorem. W przypadku zbiorku Ślady łez – można i należy. Bo tu podmiot liryczny i autor to jedna osoba – Barbara Młynarska. Każdy jej wiersz ma swoją historię, w każdym z nich tkwią prawdziwe – choć niewymienione z nazwiska – osoby. Na starych fotografiach w albumie Basi - furtka przy rodzinnym domu i dziewczynka z podrapanymi kolanami. Na zdjęciach Edwarda Hartwiga z 1968 r. Basia w czarnym kapeluszu – włosy blond, niebieskie oczy, marzeń chmara… Szuflady Barbary Młynarskiej są pełne wspomnień. Ślady łez to liryczny album z pamiątkami z samego dna tych szuflad.

Ostatni wiersz w tomie, zamykający cykl życiowych rozstań, to bardzo wzruszające pożegnanie z Bratem:

Powędrował po niebiosach
o zachodzie
Szedł po łąkach, po niebieskich.
Brnął po wodzie.
W kieszeń wetknął trochę marzeń
i wspomnienia...
Furtkę winem obrośniętą,
której nie ma.

(“Upomniały się niebiosa o poetę“)

Bukiet kwiatów od Jerzego Czubaka dla Basi też był żółty. Ze słonecznikami i nawłocią, bo jakże by inaczej. Ciepły jak początek września i pachnący jak chleb z miodem. Cicho, cichutko, cichuteńko – jesień się rozpoczyna…

Izabela Burger

*ze wstępu Barbary Wachowicz do Zielnika rodzinnego, Warszawa 1998, s.13

**Julian Tuwim, Do Marii Pawlikowskiej