Witam

Barbara Ahrens – Młynarska
Klub Miłośników Żywego Słowa - polska kultura w Szwajcarii.

Miejsce spotkań:
Cinema ODEON – Bahnhofplatz 11, 5200 Brugg AG ( naprzeciwko dworca ), Szwajcaria.

30-te urodziny Klubu Miłośników Żywego Słowa

 

Kochana Rodzino Klubowa,
Kochani Przyjaciele,

Klub Miłośników Żywego Słowa obchodzi w grudniu 2016 swoje
30-te urodziny.

 
„To wspólna piękna i długa historia tworzenia Polski – uśmiechniętej, przyjacielskiej, mądrej, czującej – wielkiej” to słowa Bogusława Wołoszańskego wpisane do jednej z ksiąg pamiątkowych Klubu.

Dziękuję wiernej Rodzinie Klubowej i Jej przyjaciołom, dziękuję sponsorom
i darczyńcom za to, że:
„miało trwać lat pięć najwyżej, a trwa już trzydzieści...” /Izabela Burger/.

Barbara Ahrens – Młynarska.

Jerzy Czubak: Laudacja

 

Laudacja z okazji 30-lecia Klubu Miłośników Żywego Słowa

Szanowni Państwo,
Drodzy Przyjaciele,
Kochana Basiu,

Przed chwilą usłyszeli Państwo słowa Wojciecha Młynarskiego, który 5 lat temu z tego samego miejsca gratulował swojej siostrze z okazji srebrnego jubileuszu Klubu Miłośników Żywego Słowa. Wygłoszenie laudacji z okazji 30-lecia Klubu to dla mnie wielka przyjemność i i zaszczyt, ale także ogromne wyzwanie, żeby tej poprzeczki nie obniżyć. Wszak chodzi o to, żeby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa... To bardzo trudne zadanie opowiedzieć w krótkiej laudacji o wszystkich ważnych rzeczach, które działy się przez 30 lat i wspomnieć o wszystkim, co na wspomnienie zasługuje.

Klub Miłośników Żywego Słowa jest miejscem wyjątkowym. Myślę, ze nawet Basia 30 lat temu nie spodziewała się tego, że w 2016 roku spotkamy się na 153. spektaklu klubowym. Bo to wszystko miało trwać najwyżej 5 lat – prawda, Basiu? Bywałem w różnych polonijnych klubach i stowarzyszeniach, ale nigdzie nie znalazłem tyle pasji i zaangażowania. Jestem zaszczycony, że mogę brać udział w życiu tego niezwykłego Klubu i być świadkiem tego, jak się rozwija i przyciąga coraz to nowych, młodszych członków. – Bez Państwa nic by nie było – powiedział Wojciech Młynarski z tej sceny w jubiluszowej przemowie 5 lat temu.

Żywe słowo, tak pięknie kultywowane w Klubie, jest pomostem łączącym pokolenia. Dzięki niemu jesteśmy czymś więcej niż tylko przypadkowymi, obcymi sobie emigrantami w obcym kraju. Kultura to wspólna pamięć, która stanowi o przetrwaniu, a tylko żywe słowo jest w stanie tę kulturę zachować. Dzięki językowi i kulturze Polska jest jedna. Basia postawiła sobie za cel krzewienie pięknego polskiego słowa na helweckiej ziemi. Niewiele jest w świecie takich miejsc , gdzie robi się Polskę poza Polską i gdzie korzenie nie przeszkadzają skrzydłom – a Basia robi tę Polskę od 30 lat, uparcie, zawzięcie, niezmordowanie. Setki kilometrów od Polski stworzyła swoją małą Rzeczpospolitą Artystyczną. Najpierw w Bazylei, potem w Oberfrick, w galerii Zur Hofstatt, następnie w Villi Boveri i w Kornhaus Theater w Baden, a od 14 lat w kinie Odeon w Brugg.

30 lat nieprzerwanej działalności, ponad 150 przedstawień, setki zaproszonych gości, wśród których jest cała polska elita kulturalna: najwybitniejsi pisarze, poeci, publicyści, dziennikarze, reżyserzy, aktorzy teatralni i filmowi i największe osobowości polskiej estrady i kabaretu. Wdzięczny jestem temu przypadkowi – choć trudno wierzyć tu w przypadki – który postawił Basię na mojej drodze i który sprawił, że (jak napisał Tadeusz Łomnicki) orbita, która wciąga bezustannie coraz to nowe osoby z Ojczyzną – Polszczyzną, wciągnęła i mnie. Uczestnictwo w życiu Klubu, przyjaźń i zaufanie Basi jest dla mnie wielkim zaszczytem. Obiecuję – sobie, Jej i Państwu – że tak długo, jak długo będzie istnieć to magiczne miejsce, będę wspierał Basię w jej wysiłkach.

Założycielka Klubu Miłośników Żywego Słowa, Barbara Ahrens- Młynarska jest równie wyjątkowa jak stworzone przez nią miejsce. Klub jest dziełem jej życia. Jak to się dzieje, że nawet po 45 latach spędzonych za granicą ma się to nieustające poczucie misji krzewienia kultury ojczystej i chęć dzielenia sie na emigracji swoją Polską?

Basia Młynarska na sztukę była skazana. Wychowała się w domu, w którym panował kult sztuki i wielki szacunek dla jej twórców, w domu rozbrzmiewającym muzyką i polskością, otoczonym maciejką i oplecionym dzikim winem, w wielopokoleniowej rodzinie, w której prawie każdy pisał, grał, śpiewał, malował... „Dom w Komorowie, na którym przysiadają wędrowne żurawie“ – napisał po latach Wojciech Młynarski. Do domu w Komorowie zapraszano artystów, odbywały się tam regularnie wieczory poetyckie, muzyczne – dla rozgrzania serc, na przekór tragicznej rzeczywistości za oknem. Już wtedy mały Wojtek pisał rymowanki, kuplety okolicznościowe, ballady i scenariusze do rodzinnych uroczystości, a o rok młodsza Basia przygotowywała deklamacje, inscenizacje, prowadziła chór. Nie umiała jeszcze czytać, kiedy debiutowała przed mikrofonem. Wtedy właśnie, za kotarą w salonie rodzinnego domu, zaczęło dziać się coś, co zdeterminowało całe ich późniejsze życie i związało je na zawsze z muzyką i słowem.

Eksplozja talentu Wojciecha Młynarskiego nastąpiła bardzo szybko, szybko przyszły też wielkie sukcesy w kabarecie i na estradzie. Młoda, śliczna i wrażliwa Barbara stawiała w tym czasie pierwsze kroki na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie i przed kamerą. Jest wychowanką mistrzów – Ryszardy Hanin, Kazimierza Rudzkiego, Aleksandra Bardniniego, Adama Hanuszkiewicza, dwóch wspaniałych Kreczmarów i dwóch wielkich Zofii: Małynicz i Mrozowskiej. Grała u najlepszych i z najlepszymi. I choć każde z nich - Barbara i Wojciech - poszło potem swoją własną artystyczną drogą, to oboje na zawsze pozostali niemal organicznie zrośnięci z tradycjami tamtego domu w dzikim winie. Pozwolę sobie – za zgodą Basi – przeczytać Państwu fragmenty pięknego wiersza, który Wojciech Młynarski napisał niedawno dla swojej siostry z okazji jej urodzin:

Życie ma czasem tę zaletę
I to oświadczyć chcę po pierwsze
Że jak masz brata wierszokletę
To musisz słuchac życzeń wierszem.

Po drugie w życiu jak w teatrze
W którym czas przeszły nie zanika
Gdy wstecz na Basi los popatrzę
Taki obrazek napotykam:

Dziewczynkę widzę wciąż z kokardą
Spoglądającą w chmurne jutro
Trochę nieśmiało, trochę hardo
Czasem wesoło, czasem smutno.

Uczy dziewczynkę dom rodzinny
Spowity w płaszcz z dzikiego wina
Kiedy się kończy czas dziecinny
Co w życiu liczyć się zaczyna.

Uczyła Ją Jej Mama śliczna
Że choćby szło ci jak po grudzie
Zawsze należy kochać ludzi
Zawsze należy wierzyć w ludzi.
Że pośród życia złych kolei
Wśród licznych najczarniejszych przeżyć
Im dalej jest ci do nadziei
Tym bardziej w nią należy wierzyć.

Zdjęcia domu w Komorowie wiszą dziś na ścianach szwajcarskiego domu Barbary – a w jej szwajcarskim ogródku kwitnie latem maciejka. Żeby było jak tam, w Komorowie... Losy Basi i Wojtka nieustannie się zazębiają, oboje „wysoko niosą ideały, zabrane z domu w dzikim winie“, choć każde z nich już swoją własną kroczy ścieżką. Bo niespokojny duch Basi nie pozwolił jej się cieszyć zbyt długo sukcesami scenicznymi i pięknie zapowiadającą się karierą – życie rzuciło ją na obczyznę, do Szwajcarii. Znowu szuka swojej drogi, swojej tożsamości i miejsca dla polskiej, rogatej duszy – i rzuca się w wir pracy dla Polaków w Szwajcarii, którym brakuje polskiego słowa żywego. W Domu Polskim w Zurychu organizuje cykliczne Wieczory Literackie, a potem zakłada Klub Miłośników Żywego Słowa, który dzisiaj świętuje 30. urodziny.

Basia jest szalenie odważna w dążeniu do celu i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych – mogą być jedynie trudne do zdobycia. Nicnierobienie jest sprzeczne z jej naturą. Jest pracowita i uparta, ma niespożytą energię, zachłanność na życie i odporność na jego przeciwieństwa. Jest wymagająca i bezkompromisowa – zarówno wobec siebie, jak i innych, wyczulona na bezguście artystyczne i miernotę intelektualną, wyłapuje każdą fałszywą frazę. Wbrew smutkom i porażkom prze do przodu. Pada boleśnie, wstaje, otrzepuje kolana i żyje od nowa. A jednocześnie jest w niej wielka wrażliwość na sztuki piękne, zwłaszcza muzykę i poezję. Gustaw Holoubek napisał o niej: „Basia jest liryczna, tym typem liryzmu, który jest najprawdziwszy, bo bierze się z czułości dla świata”. Zwiewna, nieuleczalna romantyczka i wieczna dziewczyna z blond warkoczem – to, co jej w duszy gra, chowa w swoich wierszach. W tych wydanych i w tych niewydanych, pisanych do szuflady. W tych śpiewanych w spektaklach do muzyki Włodzimierza Nahornego i w tych czytanych przyjaciołom przy kominku i lampce wina. Sama o sobie mówi, że ma niesforny, trudny charakter. Ale na szczęście przyrzekła mi, że się nie zmieni. Jej brat zaś pisze tak:

A z naszą Basią co się dzieje?
Tak myślę, gdy się nad tym głowię
Że Basia nam się nie starzeje
Bo jest niezmiennie wierna sobie.

Rzecz przeto ujmę jak najprościej
I ze wzruszenia łzą na pysku
Nadal jej życzę tej wierności
I tego młodzieńczego błysku.

Nie tylko Klub Miłośników Żywego Słowa obchodzi w tym roku jubileusz 30-lecia. Również państwo Ahrensowie – Basia i Uwe – świętują w tym roku 30. rocznicę ślubu. „Za nami dola – niedola / Za nami drogi szmat“ – napisała Basia. Uwe pojawił sie w jej życiu dokładnie wtedy, kiedy powinien się pojawić. Spotkał ją pewnego wieczoru na koncercie i już nie pozwolił jej odejść.

W. Młynarski napisał: A że poniekąd wiersz ten płodzę / By słowa prawdy nie uronić / Spotkała Basia na swej drodze / Kogoś, kto kocha ją i chroni

Uwe pokochał, postawił ją mocno na ziemi i w obcym kraju stworzyli razem dom - ciepły, spokojny, pełen miłości, w którym niemiecka pozytywistyczna solidność Uwego miesza się z polskim, romantycznym duchem Barbary. “-Mój dom to Barbara, a tam, gdzie Barbara, tam Polska” – mówi Uwe. Wspiera ją we wszystkim, ich dom jest otwarty na polską kulturę. Na ścianie pejzaż nadniemeński, zdjęcia i pamiątki, Polska wyziera z każdego kąta. W salonie sławetna kanapa, prawdziwa Loża Mistrzów, na której siadali najwięksi polscy artyści przebywający z wizytą u Basi i Uwego. W ogródku - jakże by inaczej? - maciejka, a Basia i Uwe nucą sobie na dobranoc kołysanki Brahmsa na dwa głosy. Polsko-niemiecki dom na szwajcarskiej ziemi i jego gospodarze nie przestają mnie urzekać.

Są w Szwajcarii trzy polskie ambasady: jedna w Bernie, druga w Genewie i trzecia w Brugg - tutaj. Ambasada Żywego Polskiego Słowa w Szwajcarii. Ambasador tej placówki sprawuje swoją funkcję już 30 lat. To wyjątek wśród wszystkich ambasad na świecie.

Basiu, Ambasadorze Kultury Wysokiej,
W imieniu swoim, wszystkich Klubowiczów i wszystkich Twoich przyjaciół dziękuję Ci najpiękniej jak potrafię. Za wszystkie emocje, wzruszenia, słowa spod serca, za wszystkie podskórne drzazgi , za to, że w Twoim Klubie można mieć świadomość uczestnictwa w czymś ważnym i doskonale się przy tym bawić. I za to poczucie, że jesteśmy, mimo wszystko, z tej samej Polski.
Na zakończenie chciałbym jeszcze przypomnieć Twój wiersz o marzeniach: A o czym marzę? – Ach, marzenia... /Niech dzień za dniem spokojnie płynie / Niech popołudnie mnie przyjazne / Niech dobry wieczór nie ominie.

Zapewniam Cię, biorąc publiczność klubową na świadków – przed Tobą dziś bardzo przyjazne popołudnie i bardzo dobry wieczór!

Jerzy Czubak
3.12.2016